|
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100108&typ=my&id=my11.txt
Nowe dowody osobiste będą przypominać obecne, które
nosimy w portfelu, ale poza imieniem, nazwiskiem i numerem PESEL reszta
danych będzie zakodowana w mikroprocesorze. Niewykluczone, że z czasem
dane te staną się elementem większej superbazy.
Zapowiedź wprowadzenia od 2011 roku nowych dowodów
osobistych wywołała dyskusję na temat wolności osobistych Polaków i
obywatelskiego prawa do prywatności. Inicjatywa rządu jest tym bardziej
zastanawiająca, że przecież 31 grudnia 2007 roku zakończono operację
wymiany starych, książeczkowych dowodów osobistych na nowe, plastikowe
dokumenty z dziesięcioletnią datą ważności, które reklamowano jako
lepsze i nowocześniejsze. Dlaczego zatem w tak krótkim czasie ma zostać
przeprowadzona kolejna kosztowna wymiana?
Formalnym powodem wymiany jest problem ze stałym adresem
zameldowania. W obecnych dowodach każdorazowa zmiana danych zawartych w
dokumencie, a przede wszystkim najczęściej się zdarzająca zmiana
stałego pobytu, powoduje konieczność wymiany dowodu osobistego. Do 31
grudnia 2009 roku wiązało się to również z wniesieniem opłaty w
wysokości 30 złotych. Poza tym po uzyskaniu dokumentu z aktualnymi
danymi na obywatelu ciąży kłopotliwy obowiązek poinformowania o
zmianach urzędu skarbowego, banku oraz innych urzędów i instytucji, z
którymi jest związany. Autorzy koncepcji nowych dowodów
postanowili rozwiązać ten problem przy pomocy nowoczesnych technologii.
Proponują wprowadzenie wielofunkcyjnych, elektronicznych i
biometrycznych dokumentów. Elektroniczne dowody niewiele będą się
różniły od plastikowych kart, które nosimy w portfelach. Przypominać
zatem będą obecne dowody, ale poza imieniem, nazwiskiem i numerem PESEL
reszta danych, w tym nasza podobizna, a także adres zamieszkania,
będzie zakodowana w mikroprocesorze. Zniknie również rysopis
zawierający wzrost w centymetrach oraz kolor oczu. Dzięki temu zmiana
miejsca zamieszkania nie będzie się wiązała ze zmianą całego dokumentu,
a jedynie z zakodowaniem w odpowiedniej zakładce chipa nowego adresu.
Bardzo istotną zmianą będzie tzw. e-podpis, czyli możliwość
potwierdzania tożsamości drogą elektroniczną. Dzięki temu – co
podkreślają, chwaląc swój pomysł, przedstawiciele Ministerstwa Spraw
Wewnętrznych i Administracji – obywatele będą mogli dokonywać czynności
prawnych w obszarze administracji publicznej, a więc w urzędach i
izbach skarbowych, przy pomocy internetu. Certyfikat podpisu cyfrowego
będzie uaktywniany podczas odbioru dowodu. Od urzędu wydającego dowód
osobisty dostaniemy kod PIN, którego podanie będzie każdorazowo
wymagane w czasie składania podpisu osobistego. Ale to jest dopiero
jedna strona medalu.
Obywatel jak przestępca? Docelowo nowy dowód
będzie uniwersalnym dokumentem obywatela RP spełniającym funkcje dowodu
osobistego, ale również paszportu i legitymacji ubezpieczeniowej.
Służyć to ma naszej wygodzie i wygodzie instytucji państwowych.
Wszelkie bowiem dane posiadaczy dokumentów – w tym szczegółowe dane
personalne, wizerunek, a także informacje dotyczące certyfikatu
e-podpisu – zgromadzone zostaną w Rejestrze Dowodów Osobistych.
Uprawnienie do korzystania z bazy poza urzędami ewidencji ludności
otrzymają m.in.: prokuratura, policja, straż graniczna, Służba Wywiadu
Wojskowego, Służba Kontrwywiadu Wojskowego, ABW i CBA.
Witold Drożdż, wiceminister w MSWiA odpowiedzialny za informatyzację,
reklamując nowy dowód, już na wstępie operacji wymiany dokumentów
starał się rozproszyć obawy o totalną państwową inwigilację obywateli
przy pomocy elektroniki. – Nie planujemy, żeby w mikroprocesorze
znajdowały się jakiekolwiek dane poza tymi, które już dziś są
umieszczone na dowodzie osobistym. Wszystkie obawy, że w
mikroprocesorze znajdą się dane np. o stanie naszego zdrowia czy o
pobieranej pomocy socjalnej, czyli potencjalnie dane wrażliwe, są
bezpodstawne – zapewniał.
Jednak jest coś na rzeczy, że nowy dowód będzie znacznie
skuteczniejszym instrumentem wszechobecnej kontroli obywateli. Od czasu
do czasu przebija się do opinii publicznej informacja, że w dowodzie
miałby być np. odcisk palca. Traktowanie każdego obywatela jako
przestępcy to kuriozum mające się nijak do standardów demokratycznego
państwa prawa. Co prawda rząd wycofał się z tego pomysłu, jednak
niewykluczone, że to się jeszcze zmieni. Na razie jest mowa o
biometrycznym wizerunku, czyli o owalu twarzy, ale nie wiadomo, czy za
jakiś czas w mikroprocesorze nie znajdzie się obraz tęczówki oka i
odcisk palca. Nawet Witold Drożdż zastrzegł, że jeśli pojawią się
istotne argumenty, przemawiające za tym, by to zrobić, sprawa zostanie
jeszcze rozważona. Poza tym dowód – według założeń resortu – ma być
kluczem, przy pomocy którego będziemy mogli uzyskać w określonych
sytuacjach dostęp do informacji zapisanych w różnych bazach danych.
Jeśli ktoś z takim dowodem w ręku uda się do lekarza, to dzięki niemu
lekarz będzie mógł otworzyć naszą elektroniczną kartę choroby. – To nie
znaczy, że ta karta będzie zawarta na dowodzie. Ta karta choroby będzie
dostępna w systemie zbudowanym przez resort zdrowia – tłumaczył
wiceminister. Ale są jeszcze inne bazy danych, np. w Zakładzie
Ubezpieczeń Społecznych, w urzędzie skarbowym, w bankach.
Nie jest tajemnicą, że wymiana dowodów na nowe jest częścią szerszego
projektu “pl.ID – polska ID karta”. Jak wynika z informacji podawanych
przez przedstawicieli rządu, program jest kontynuacją działań
rozpoczętych w ramach projektu PESEL2, w którym chodzi o integrację
rejestrów państwowych. Projekt pl.ID ma też na celu ułatwienie kontaktu
obywatel – administracja rządowa i samorządowa poprzez usługi
e-government. W ramach projektu nastąpi m.in. informatyzacja urzędów
państwowych oraz uproszczenie procedur administracyjnych w kontaktach z
urzędami. Zrealizowana zostanie także przebudowa, modernizacja i
integracja istniejących rejestrów państwowych oraz informatyzacja
urzędów stanu cywilnego. Realizacja projektu ePUAP2 umożliwi
upowszechnienie dostępu do usług publicznych drogą elektroniczną,
ułatwienie korzystania z usług publicznych dostępnych on-line poprzez
wprowadzenie jednolitej klasyfikacji usług (katalogu usług), a także
udostępnienie mechanizmów integrujących jednostki samorządu
terytorialnego na platformie ePUAP.
Według wcześniejszych zapowiedzi wice ministra Drożdża, ma powstać
również Elektroniczna Platforma Gromadzenia, Analizy i Udostępniania
Zasobów Cyfrowych o Zdarzeniach Medycznych.
Dzięki tej platformie ZOZ-y, apteki, praktyki lekarskie będą mogły
gromadzić dane dotyczące naszego zdrowia. Administracja państwowa
będzie też mogła analizować przepływy finansowe i statystyczne
dotyczące ochrony zdrowia. Inne projekty, które będą realizowane w
ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, to m.in.
informatyzacja wydziałów ksiąg wieczystych, rozwijanie usług służących
rozliczaniu się on-line z podatków. Nowy elektroniczny dowód osobisty
jest zatem kluczem do integracji tworzonych przez instytucje państwowe
i publiczne baz danych oraz do monitorowania w prawie każdym wymiarze
życia codziennego obywateli.
Superbaza danych o Polakach Na nowe dowody
osobiste, które umożliwią zakodowanie całego szeregu informacji,
certyfikatów i danych, których w obecnych dowodach nie ma, trzeba też
spojrzeć w perspektywie Narodowego Spisu Powszechnego, który zostanie
przeprowadzony w Polsce w dniach od 1 kwietnia do 30 czerwca 2011 roku.
Według opracowań GUS proponowany zakres powszechnego spisu ludności i
mieszkań uwzględnia poszerzenie zbieranych informacji o pewne elementy
– ważne z punktu widzenia międzynarodowych zobowiązań wobec ONZ (np.
niepełnosprawność) oraz Unii Europejskiej (taki obowiązek nakłada
rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady 763/2008 z 9 lipca 2008
r. w sprawie spisów powszechnych ludności i mieszkań), a także z punktu
widzenia krajowych potrzeb (np. emigracja zarobkowa, cudzoziemcy w
Polsce, wyznanie jako przynależność do Kościoła lub związku
wyznaniowego, źródła utrzymania ludności, sytuacja rodzinna i jej
charakterystyka). Pełna charakterystyka rodzin ma dotyczyć typu rodziny
biologicznej (małżeństwo lub partnerzy z dziećmi, małżeństwo lub
partnerzy bez dzieci, samotny rodzic z dziećmi) rodziny rozszerzonej i
zrekonstruowanej. W celu uzyskania takich informacji konieczne będzie
pozyskanie danych o stosunku pokrewieństwa lub powinowactwa osób
tworzących gospodarstwo domowe, pozycji w rodzinie, jak również o
charakterze związku, w jakim pozostają osoby, niezależnie od faktu, czy
został on zalegalizowany, czy też nie. Pytanie o przynależność
wyznaniową – jako część kwestionariusza do spisu – po raz ostatni
zostało zadane w roku 1931.
Jeżeli nastąpi integracja informacji uzyskanych ze spisu ze
zmodernizowanymi bazami danych już istniejącymi, to na kanwie systemu
PESEL2 powstanie jedna superbaza danych o wszystkich Polakach.
Jeżeli ktoś będzie miał dostęp do systemu, kliknie i będzie wiedział:
nie tylko, jak się nazywamy, jak wyglądamy, kiedy się urodziliśmy,
gdzie mieszkamy, ale także, czy pracujemy, czy szukamy pracy, czy
jesteśmy ubezpieczeni i czy nie zalegamy ze składką na ZUS, jaka jest
nasza sytuacja rodzinna, ile zarabiamy, czy jesteśmy zadłużeni, jaki
majątek posiadamy, jakie płacimy podatki, czy nie zalegamy z opłatami
za nośniki energii, telefon i innymi rachunkami, jakie mamy saldo na
koncie, jakie są nasze numery telefonów stacjonarnych i komórkowych
oraz numery kart kredytowych, czy jesteśmy karani, czy otrzymywaliśmy
mandaty i płaciliśmy za nie, ile dni byliśmy na zwolnieniu, na co się
leczymy.
Powtórka z Orwella Proces informatyzacji
Polski wpisuje się w tendencję, by pod hasłem dbałości o nasze
bezpieczeństwo maksymalnie rozszerzać zakres monitorowania ludzi.
Ostatnio w Europie i Stanach Zjednoczonych został znacznie zaostrzony
zakres kontroli osobistej i kontroli bagażu. W miastach i w budynkach
są wszędobylskie kamery, w centrach handlowych bramki elektroniczne. W
powszechnym użyciu są karty kredytowe łatwo umożliwiające monitorowanie
ich właścicieli. W wyniku wdrażania obowiązującej od 1 stycznia 2010
roku unijnej dyrektywy o retencji danych jest opracowane rozporządzenie
określające, którzy operatorzy i w jakim zakresie mają przechowywać
dane o połączeniach użytkowników telefonów komórkowych. Nowe przepisy
zmuszą operatorów do obligatoryjnego przechowywania wszystkich danych o
lokalizacji użytkowników w momencie nawiązania połączenia, a nawet
przez cały czas rozmowy. Te dane już i tak były gromadzone, a
korzystanie z nich nie było obwarowane takimi przepisami, jak legalne
zakładanie podsłuchu, a na ich podstawie można ustalić, kto jest na
imieninach u cioci lub wczoraj był w pracy czy w kinie.
W związku z tym rodzi się wiele pytań, np. co będzie, jeśli takie
informacje będą wykorzystywane bezprawnie albo wpadną w niepowołane
ręce? Co będzie, jeśli pojawi się pokusa nadużycia władzy nad
obywatelem przez państwo? W Polsce, niestety, nie odbywa się pogłębiona
dyskusja na temat gromadzenia przez państwo tego typu danych, chociaż
na świecie dyskutuje się na ten temat. Warto zatem przytoczyć wnioski
wypracowane przez Grupę Roboczą ds. Ochrony Danych powstałą na mocy
art. 29 dyrektywy 95/46/WE. Grupa jest niezależnym europejskim organem
doradczym w zakresie ochrony danych i prywatności, którego zadania
określają przepisy art. 30 dyrektywy 95/46/WE i art. 14 dyrektywy
97/66/WE.
W konkluzji Opinii 3/2005 jej autorzy zwracają m.in. uwagę, że:
wyczerpująca debata społeczna winna poprzedzić zastosowanie danych
biometrycznych w paszportach i dokumentach podróży oraz dowodach
tożsamości; celem ograniczenia zagrożeń związanych nierozerwalnie z
samym charakterem biometrii nieodzowne jest możliwie wczesne
wprowadzenie skutecznych zabezpieczeń; konieczne jest zapewnienie
ścisłego rozgraniczenia pomiędzy danymi biometrycznymi gromadzonymi i
przechowywanymi dla dobra publicznego (np. kontroli granicznej) na
podstawie zobowiązań prawnych a danymi służącymi celom umownym,
uzyskanymi za zgodą; wykorzystanie danych biometrycznych w paszportach
i dowodach tożsamości powinno być technicznie ograniczone do celów
weryfikacji poprzez porównanie cech dokumentu z danymi posiadacza nim
się legitymującego; należy zagwarantować, aby dostęp do danych
zapisanych w mikroprocesorze miały wyłącznie właściwe władze.
Czy rację ma prof. Michał Kulesza, specjalista w zakresie administracji
publicznej, który przestrzega, że czekające nas zmiany to praktyki
rodem z Orwella? Ów słynny pisarz i wizjoner w swojej słynnej książce
“Rok 1984″ sugestywnie odmalował anatomię totalitaryzmu. Ukazał, w jaki
sposób zaawansowana technologia może być wykorzystywana jako instrument
zniewolenia człowieka. W każdych czasach i w każdym systemie aktualna
jest bowiem zasada: kto ma informację, ten ma władzę, a wszechstronna
wiedza o obywatelach znakomicie umożliwia sterowanie społeczeństwem i
bardzo łatwo może być wykorzystywana przeciwko niemu.
Jan Maria Jackowski
|