| Folwark prezesa Pawlaka |
|
|
Paweł Siergiejczyk, 05.03.2008
Polityków PSL mało widać i słychać, ale są bardzo skuteczni w zdobywaniu wpływów
Huczne obchody stu dni nowego rządu stały się okazją
do kolejnych, tyleż efektownych, co jałowych połajanek między PO a PiS.
W tym rytualnym pojedynku dwóch największych partii, którego nowe
odsłony możemy oglądać niemal codziennie, nie uczestniczy jednak drugi
z rządzących koalicjantów - Polskie Stronnictwo Ludowe. Ludowcy zresztą
w ogóle stanowią najcichszą i najmniej zauważalną partię w Sejmie, co
można tłumaczyć dwojako: albo nie mają nic ważnego do powiedzenia, albo
celowo nie chcą być zauważani. Ta druga wersja wydaje się bardziej
prawdopodobna, zwłaszcza że za demonstracyjnym spokojem, umiarem i
spolegliwością polityków PSL kryje się niezwykła skuteczność w
osiąganiu swoich celów.
Na pierwszy rzut oka partia Waldemara Pawlaka
wygląda dziś jak mało znacząca przyczepka do wielkiego pojazdu, którym
kieruje Donald Tusk. Bo cóż znaczą trzy resorty PSL wobec czternastu
obsadzonych przez Platformę i trójka wojewodów wobec trzynastu z PO?
Ale to tylko pozory. W rzeczywistości ludowcy mają do powiedzenia
znacznie więcej niż się wydaje. A ludowcy to w praktyce sam Pawlak i
jego najbliżsi współpracownicy. Czasy, kiedy PSL był partią
wielonurtową, w której było miejsce dla Podkańskiego, Dobrosza, Pęka,
Wojciechowskiego czy - z drugiej strony - Jagielińskiego, należą do
zamierzchłej przeszłości. Dziś już nawet tak znaczące postacie, jak
były prezes Jarosław Kalinowski, Józef Zych czy Franciszek Stefaniuk,
choć nadal są posłami (a Kalinowski wicemarszałkiem Sejmu), zostały
odsunięte na boczny tor. Większość stanowisk, jakie Pawlak wytargował u
Tuska, obsadza ludźmi mało znanymi, nieraz nawet formalnie nie
związanymi z PSL.
Ministrowie pod kontrolą
Takim personalnym eksperymentem jest choćby obecna
minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak, która zaczynała
karierę od kierowania biurem poselskim Józefa Zycha w Zielonej Górze, a
doszła do stanowiska jednego z czworga wiceprezesów partii. Już teraz
widać, że nie ma ona żadnej koncepcji polityki społecznej, zwłaszcza w
tak palącej dziedzinie, jak funkcjonowanie systemu emerytalnego. Trudno
oprzeć się wrażeniu, że Pawlak wynegocjował ten resort dla swej partii
tylko po to, by w rządzie nie wyrósł mu żaden wewnątrzpartyjny
konkurent. Takim konkurentem nie będzie też z pewnością minister
rolnictwa Marek Sawicki - jedyny z bardziej znanych polityków PSL,
który nigdy nie wykazywał ochoty na przejęcie steru władzy w partii.
Od początku urzędowania Sawickiego miał zresztą
podobno tlić się konflikt między nim a Pawlakiem o obsadę agencji
rolnych. Chodziło zwłaszcza o funkcję szefa Agencję Restrukturyzacji i
Modernizacji Rolnictwa, przez którą przechodzą unijne dopłaty dla
rolników - rocznie kilkadziesiąt miliardów złotych. Ostatecznie po
dwóch miesiącach sporu Sawicki przeforsował swojego kandydata, Dariusza
Wojtasika, za to Pawlak zainstalował Sawickiemu nowego wiceministra,
którym został Marian Zalewski, jeden z najwierniejszych ludzi prezesa.
W latach 90. Zalewski kierował biurem centrali PSL
oraz był doradcą premiera Pawlaka, a jednocześnie zajmował fotel
wiceszefa Rady Nadzorczej Telewizji Polskiej, zaś w latach 1998-2000
był członkiem Zarządu TVP u boku Roberta Kwiatkowskiego (w koalicji
SLD-PSL-UW). Ostatnie lata Zalewski spędził na posadzie redaktora
naczelnego miesięcznika "Strażak", wydawanego przez Związek
Ochotniczych Straży Pożarnych, którym od wielu lat kieruje Pawlak. Dla
Zalewskiego, który jest doktorem nauk humanistycznych, resort rolnictwa
stanowi więc pewną nowość, stąd dość powszechna opinia, że jego głównym
zadaniem będzie nadzorowanie Sawickiego.
Kolega z Agrotechniki
Swoich zaufanych wiceministrów Pawlak obsadził także
w innych miejscach. W Kancelarii Premiera funkcję sekretarza stanu
otrzymał Eugeniusz Grzeszczak, poseł, a wcześniej senator z okręgu
konińskiego, dotąd polityk raczej mało znany, dzisiaj zaś jeden z
najbliższych współpracowników prezesa. Analogiczne stanowisko w
Ministerstwie Skarbu Państwa zajmuje Jan Bury, niekwestionowany lider
ludowców na Podkarpaciu, kolega Pawlaka ze Związku Młodzieży Wiejskiej
(później, w latach 90. przewodniczący tej organizacji) i jego wspólnik
w spółce Agrotechnika, u schyłku PRL zajmującej się sprowadzaniem
sprzętu komputerowego z Zachodu. Spółkę tę zorganizowali aktywiści ZMW
wraz z pracownikami Wojskowej Akademii Technicznej, co może wskazywać
na co najmniej dobre relacje jej założycieli z wojskowymi służbami
specjalnymi, zwłaszcza że sprowadzany przez Agrotechnikę sprzęt miał
wędrować także do ZSRR.
Jako zastępca ministra Grada Bury stanowi znakomite
przełożenie Pawlaka na politykę kadrową w spółkach skarbu państwa.
Oczywiście, teraz władze owych spółek wyłaniane są w jawnych
konkursach, jednak ostateczna decyzja i tak należy do ministra, ten zaś
musi uwzględniać polityczny kontekst swojego urzędowania. Zatem nic
dziwnego, że w powołanej ostatnio nowej Radzie Nadzorczej PKN Orlen
znalazł się Krzysztof Kołach, który w latach 90. był wojewodą płockim z
ramienia PSL, obecnie zaś jest wójtem gminy Bedlno w powiecie
kutnowskim i niezmiennie cieszy się zaufaniem Pawlaka, który jest
posłem z tego regionu. To oczywiście bardzo jaskrawy przykład
politycznego obsadzania przez ludowców stanowisk w gospodarce, choć -
jak należy przypuszczać - zapewne nie ostatni.
Struzik i wielkie pieniądze
W ramach koalicyjnego podziału łupów PSL
otrzymało także dwie ważne instytucje - KRUS i ZUS. Nowym prezesem KRUS
został Roman Kwaśnicki, w połowie lat 90. wicewojewoda jeleniogórski,
później wieloletni dyrektor Centrum Rehabilitacji Rolników KRUS w
Szklarskiej Porębie i jednocześnie lider PSL w Jeleniej Górze, w
ostatnich wyborach bezskutecznie startujący na prezydenta tego miasta.
Natomiast kierownictwo ZUS przejął Sylwester Rypiński, który uchodzi za
zaufanego człowieka Adama Struzika, byłego marszałka Senatu, dziś szefa
PSL na Mazowszu i marszałka województwa mazowieckiego. To Struzik w
2003 r. miał go powołać do Rady Nadzorczej Mazowieckiego Funduszu
Poręczeń Kredytowych, zaś jego brata - do zarządu tej instytucji. Żona
Rypińskiego znalazła się we władzach Agencji Rozwoju Mazowsza, a potem
Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych. Dodajmy, że od
2004 r. Rypiński zasiadał w zarządzie ZUS, gdzie cieszył się zaufaniem
ówczesnej prezes Aleksandry Wiktorow, a i jej następca z PiS, Paweł
Wypych, utrzymał go na stanowisku.
Awans Rypińskiego - który swoje urzędowanie
rozpoczął od politycznej czystki w terenowych oddziałach ZUS - to nie
jedyny dowód ogromnych wpływów Struzika. Także wspomniany już nowy szef
ARiMR Dariusz Wojtasik należy do bliskich współpracowników marszałka:
od 2003 r. był wicedyrektorem Departamentu Funduszy Strukturalnych i
Pomocowych w mazowieckim Urzędzie Marszałkowskim, a w ubiegłym roku
objął stanowisko wiceszefa Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów
Unijnych. Te nominacje nie dziwią, jeżeli wziąć pod uwagę, że Struzik
stoi na czele nie tylko największego samorządu wojewódzkiego w kraju,
ale i największej organizacji wojewódzkiej PSL, poza tym wywodzi się
przecież z Płocka, czyli jest krajanem Pawlaka.
Mazur - Komorowski - Śmietanko
Płockim senatorem, a potem posłem z ramienia
ludowców był jeszcze kilka lat temu Zbigniew Komorowski, w
ubiegłorocznym rankingu najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost"
notowany na 40. pozycji z majątkiem wartości 650 mln zł. W skład
biznesowego imperium Komorowskiego wchodzi grupa Polskie Młyny
(skupiająca zakłady zbożowe w Brzegu, Bydgoszczy, Kielcach i
Szymanowie), a także firma Bakoma, którą zakładał wspólnie z Edwardem
Mazurem, znanym później jako domniemany zleceniodawca zabójstwa gen.
Papały. Ale to nie jedyna spółka założona przez obu biznesmenów: w 1991
r. wraz z sowiecką firmą Awtoexport utworzyli spółkę Abexim, której
siedziba mieściła się na eksterytorialnych terenach rosyjskich przy ul.
Połczyńskiej w Warszawie. Z raportu o likwidacji WSI wynika, że Abexim
aż do jesieni 2006 r. serwisował samochody należące do tych służb.
O tych faktach z życiorysu Komorowskiego wato
pamiętać w kontekście jego bliskich związków z Pawlakiem. Płocki
biznesmen kontroluje bowiem również Warszawską Giełdę Towarową, której
prezesem w latach 2001-2006 był właśnie obecny lider PSL. Kilka tygodni
temu wyszło na jaw, że państwowe zboże ma być sprzedawane tylko na
Warszawskiej Giełdzie Towarowej, dzięki czemu może ona zarobić ok. pół
miliona zł rocznie. Taką decyzję podjął nowy prezes państwowych
magazynów zbożowych "Elewarr", którym po ostatnich wyborach został
Andrzej Śmietanko, były minister rolnictwa w rządzie Pawlaka. Trudno
ocenić to inaczej niż jako koleżeńską przysługę w ramach już nawet nie
jednej partii, ale jednego kręgu towarzysko-biznesowego.
Jeżeli wspomnieliśmy o związkach Komorowskiego z
Mazurem, to nie można pominąć innego znajomego polonijnego biznesmena,
Zdzisława Skorży, byłego esbeka, który w latach 90. był szefem
radomskiej delegatury UOP, a później wiceszefem UOP. Jak niedawno
poinformował "Super Express", Skorża pojawiał się wówczas w otoczeniu
Mazura, był też na sławetnym przyjęciu w restauracji Belvedere w
warszawskich Łazienkach, na którym zjawił się Mazur zaraz po
wypuszczeniu z aresztu w 2002 r., po czym wyjechał za ocean. Dziś
Skorża, który jest kolegą Pawlaka z czasów studenckich, z rekomendacji
PSL zajmuje funkcję wiceszefa ABW u boku Krzysztofa Bondaryka.
Kłopoty wiceministrów
W galerii podejrzanych lub co najmniej
zastanawiających znajomości lidera ludowców są także dwaj byli posłowie
jego partii, Zdzisław Zambrzycki (w latach 1989-1991) i Józef Pawlak
(1991-1993), którzy od dwóch lat pracują w znanej spółce paliwowej
J&S Energy. Zambrzycki, który jest także ojcem obecnego prezesa tej
firmy, Grzegorza, wcześniej był dość wpływową postacią w PSL, m.in.
kierował biurem stronnictwa oraz był pełnomocnikiem komitetu wyborczego
w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Józef Pawlak co prawda
przeszedł do Samoobrony i z jej ramienia został radnym Sejmiku
Województwa Dolnośląskiego, ale podobno dalej utrzymuje bliskie
kontakty z dawnymi kolegami z PSL. Takie postacie zapewne mało kogo by
interesowały, gdyby nie fakt, iż Waldemar Pawlak jako minister
gospodarki niedawno anulował spółce J&S karę finansową w wysokości
blisko pół miliarda zł.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że prezes PSL nie ma
szczęścia w swej polityce kadrowej. Spośród rekomendowanych przez niego
wiceministrów aż troje podało się do dymisji już po kilku tygodniach
urzędowania: Tadeusz Nalewajk z MSWiA, Grażyna Leja z Ministerstwa
Sportu oraz gen. Piotr Czerwiński z MON. Temu ostatniemu prokuratura
postawiła zarzuty korupcyjne, natomiast pozostali ustąpili podobno w
związku z kompromitującymi materiałami, jakie mają się na ich temat
znajdować w archiwach IPN. Szczegółów nie znamy, ale warto zauważyć, iż
np. Nalewajk to kolejny bliski współpracownik Pawlaka, starosta
pułtuski i prezes Związku Powiatów Polskich, jednocześnie zasiadający w
Zarządzie Głównym Związku Ochotniczych Straży Pożarnych.
"Ludowa" prokuratura
Na kierunek personalnych poszukiwań lidera ludowców
wskazuje też wysunięcie przez niego na stanowisko wiceministra finansów
Elżbiety Chojny-Duch, która pełniła już tę funkcję w rządach SLD-PSL,
tyle że wówczas uchodziła za zaufaną współpracowniczkę SLD-owskiego
ministra Grzegorza Kołodki. Takim samym bezpartyjnym fachowcem
jest nowy prokurator krajowy Marek Staszak, niegdyś wojewódzki
aparatczyk ZSL w Poznaniu, a w III RP - dyrektor Biura Prawnego TVP (w
czasach, gdy wiceprezesem telewizji był Marian Zalewski) oraz
wiceminister sprawiedliwości w rządzie Millera. Poprzez Staszaka Pawlak
kontroluje więc całą prokuraturę, a w dodatku ma jeszcze wiceministra w
resorcie sprawiedliwości, Mariana Cichosza, byłego wojewodę chełmskiego
i senatora PSL. No cóż, przy takich związkach towarzyskich i
biznesowych dobre wejścia w prokuraturze mogą się ludowcom naprawdę przydać...
Paweł Siergiejczyk
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
|
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
