Quantcast
M E N U
NEW WORLD ORDER
NIEZŁOMNI
ARTYŚCI
POLITYCY
DUCHOWNI
NAUKOWCY
DZIENNIKARZE
INNE OSOBY
III RP
POLEMIKI
HISTORIA
PAŃSTWA
DOKUMENTY
TRADYCJONALIZM
VARIA

O D W I E D Z I N Y
Wczorajsze368
Wszystkie431140
O nierządem staniu Email
Wojciech Maziarski z "Newsweeka" i odpowiedź Rafała Ziemkiewicza 

Erika Steinbach z IPN
Wojciech Maziarski Newsweek, Numer 29/08, strona 2

Dlaczego po upadku komunizmu w Europie Środkowej był spokój, a na Bałkanach wojny? Zresztą, co tam Bałkany - nawet Węgrzy żyją z sąsiadami jak pies z kotem, warczą na siebie i prychają. A Polska cieszy się sympatią narodów ościennych i często odgrywa rolę regionalnego lidera.

To nie cud, lecz owoc mądrej polityki, zapoczątkowanej po II wojnie światowej przez Jerzego Giedroycia, twórcę paryskiej "Kultury". Giedroyc jako pierwszy miał odwagę powiedzieć: jeśli Polacy chcą przetrwać i wybić się na niepodległość w kleszczach pomiędzy Niemcami i Rosją, muszą się pojednać i sprzymierzyć z sąsiadami: Ukraińcami, Litwinami, Białorusinami. Muszą dostrzec w ich narodowych aspiracjach nie zagrożenie, lecz szansę dla Polski. W tym celu muszą pohamować własne aspiracje, rezygnując z roszczeń do Lwowa,Grodna czy Wilna i przerywając licytację wzajemnych pretensji. Wyrzeczenie się Kresów Wschodnich i wybaczenie krzywd nie wydaje się wygórowaną ceną za wolność i niepodległość. Tym bardziej że po wojnie ubytek ziem na wschodzie został zrekompensowany przybytkiem na zachodzie, a Polacy w toku dziejów nie tylko byli krzywdzeni, lecz także sami czasem krzywdzili.

I opozycja demokratyczna lat 70., i Solidarność w latach 80., i wszystkie ekipy rządzące Polską po 1989 roku kontynuowały tę linię w polskiej polityce zagranicznej. Także prezydent Lech Kaczyński, który w 2006 r. wspólnie z Wiktorem Juszczenką uczestniczył w akcie pojednania w Pawłokomie, a w zeszłym tygodniu odmówił patronowania konferencji historycznej, zorganizowanej m.in. przez IPN w 65. rocznicę masakry Polaków na Wołyniu. Wiele razy krytykowałem Lecha Kaczyńskiego, ale za politykę wschodnią prezydentowi należą się słowa uznania. Czapki z głów.

Organizatorzy zeszłotygodniowej konferencji deklarowali, że chodzi im o prawdę i pamięć. O pamięć? A jaki jest problem z pamięcią? Wystarczy zajrzeć do szkolnych podręczników historii, by się przekonać, że nic nie poszło w zapomnienie - mordy na Wołyniu są w nich opisane. Pamięć to jednak nie to samo, co rozpamiętywanie. Organizatorzy pragną namówić Polaków do rozpamiętywania krzywd. Chcą odwrócić procesy pojednania, wznawiając licytację żalów i pretensji.

Można oczywiście zrozumieć ludzi, którzy przeszli przez piekło Wołynia albo zostali wypędzeni z dawnych ziem wschodnich. Oni mają prawo pozostawać w niewoli urazów i krzywd. Jednak instytucje państwa polskiego muszą się kierować racją stanu, a nie urazami. I muszą uwzględniać wszystkie konsekwencje swoich działań, także na przykład to, że konfrontacyjna polityka wobec Ukrainy nie tylko szkodzi stosunkom polsko-ukraińskim, lecz także stanowi zachętę dla tych środowisk w Niemczech, które chciałyby prowadzić taką samą politykę wobec Polski. Słowa i czyny wypędzonych ze Lwowa są uważnie śledzone przez wypędzonych z Breslau.

"Dobrze by się stało, gdyby muzeum Kresów powstało" - mówi prezes IPN Janusz Kurtyka i dodaje, że powinno być ono "pomnikiem polskiej nostalgii i mitu". Nie żadna tam lustracja ani książka o "Bolku", ale te słowa i zeszłotygodniowa konferencja powinny skłaniać do jak najszybszego odwołania Kurtyki ze stanowiska. Człowiek o takich poglądach nie powinien mieć wpływu na politykę historyczną państwa polskiego.

A potem, już jako osoba prywatna, może się spotkać z Eriką Steinbach. Bo chyba powinni połączyć siły i zbudować jedno muzeum - wspólny widoczny znak, nad którego wejściem będzie widniał wykuty w granicie napis: "Za Kresy wasze i nasze".




Maziarski do muzeum
Rafał Ziemkiewicz 15-07-2008,

Zamieszczony w ostatnim numerze "Newsweeka" komentarz Wojciecha Maziarskiego zasługuje nie tylko na odnotowanie, ale zgoła na umieszczenie w muzeum – w muzeum polskiej głupoty politycznej, obok hasła "nierządem Polska stoi" i uczonych wywodów imć Lubomirskiego, że jeśli Rzeczpospolita nie będzie mieć wojska i ambicji konkurowania z innymi o wpływy, to będzie całkowicie bezpieczna od obcej napaści, nikomu nie zagrażając.

Maziarski wyraźnie zresztą, choć może nieświadomie, nawiązuje do tej tradycji. W pierwszej części komentarza chwali prezydenta Kaczyńskiego za to, że dołączył do zmowy zakłamującej prawdę o losach Polaków na Wołyniu, co – zdaniem redaktora – dobrze służy polskiej racji stanu. W drugiej atakuje prezesa IPN za wypowiedź, iż byłoby dobrze, gdyby powstało muzeum Kresów.

Zdaniem Maziarskiego za te słowa oraz za zorganizowanie konferencji naukowej na temat rzezi wołyńskiej (konferencji, nad którą prezydent odmówił patronatu) prezes Kurtyka powinien zostać odwołany. A potem, żartuje sobie szampańsko publicysta "Newsweeka", mógłby sobie już jako osoba prywatna budować wspólne muzea z Eriką Steinbach.

I tym nieopatrznym żartem dobitnie podkreśla Wojciech Maziarski kuriozalność swego poglądu. Bo Erika Steinbach nie jest w Niemczech osobą prywatną, a wymyślone przez nią muzeum zostało wpisane do umowy koalicyjnej i jest jednym z głównych punktów realizowanej przez tę koalicję polityki. I niepotrzebna była do tego "zachęta", jaką według Maziarskiego może się stać dla niemieckich rewizjonistów podnoszenie prawdy o Wołyniu.

I zaręczam, że nawet gdyby Maziarski poszedł dalej i wyciął z polskiej historii nie tylko Wołyń, ale i Juliusza Słowackiego, a Adomasa Mickevičiusa oddał Litwinom, to Prusy i Śląsk z muzeów i umysłów Niemiec nadal bynajmniej nie znikną.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »