| Pogoda dla lodziarzy |
|
|
Edward
Leszczyński, grudzień 2007 Przekorne są opinie jej kolegów partyjnych, mówiących o urojeniach nieszczęsnej kobiety zakochanej w agencie CBA, która, powołując się na znajomości w kierownictwie PO, obiecywała biznesmenowi „kręcenie lodów”. Posłanka mówiła to, o czym w Polsce wiedzą prawie wszyscy, a więc, że największe „lody” robi się na styku administracji publicznej z biznesem. Istnieje też przekonanie, że jeżeli sprawcy działań szkodzących interesowi publicznemu złapani zostaną na gorącym uczynku, jest to korupcja i winni mogą być ukarani. Natomiast, gdy sprawców nie złapie się, lub, jak to dotąd bywało, nie chce się złapać, jest to bezkarne „kręcenie lodów”.
„Lodziarze”
i ich pomocnicy „Lodziarze”,
jak sama nazwa wskazuje, to specjaliści od „kręcenia lodów”. Takim specjalistą
nie może zostać byle kto. Beata Sawicka to była członkini Rady Krajowej PO,
przedstawicielka tej partii w sejmowych komisjach administracji, spraw
wewnętrznych oraz komisji kontroli państwowej. Mirosław Wądołowski to burmistrz
Helu trzeciej kadencji i szef regionalnych struktur Partii Demokratycznej. „Kręcenie
lodów” nie jest zadaniem dla solistów, ale dla drużyny. „Lodziarze” korzystają
z wielu pomocników, np. burmistrzowi Wądołowskiemu pomagać mieli niektórzy
radni, a w nawiązaniu kontaktu z burmistrzem Helu pomagał Sawickiej Marek
Biernacki. Szef MSWiA za AWS znał wcześniej burmistrza Helu. „Lody
państwowe” Gdyby
przed 2006 rokiem istniało CBA, inna byłaby opinia w raporcie Banku Światowego
o korupcji w Polsce: praktycznie żaden państwowy system informatyczny nie
był wykonany poprawnie, nie był w terminie, a kwoty płacone wykonawcy przez
państwo wielokrotnie przekraczały ceny rynkowe. Płacilibyśmy
też mniejszy podatek korupcyjny. Według BŚ sprzed dwóch lat, koszty ponoszone
przez obywateli z powodu korupcji w Polsce są porównywalne z ich dodatkowym
opodatkowaniem w wysokości około 20% . Niedługo
ma się ukazać aneks do raportu o WSI, a w nim podane m.in. kulisy wielu
państwowych informatyzacji. Poznamy nazwiska niektórych „lodziarzy” i ich
pomocników. Lody
wrocławskie Początek
„kręcenia lodów” we wrocławskim Ratuszu wiąże się z dwoma uchwałami, jakie
10 kwietnia 2001 roku podjął Zarząd Miasta. Uchwałą Nr 417/01 zdecydowano
o utworzeniu stanowiska Pełnomocnika Prezydenta ds. Komputeryzacji Urzędu
(mimo istnienia w Urzędzie 35-osobowego Miejskiego Ośrodka Informatyki).
Uchwałą Nr 418/01 zarekomendowano na to stanowisko Tomasza Strzeleckiego.
Zdecydowano także o powołaniu Zespołu Sterującego ds. Kompleksowego
Programu Komputeryzacji Urzędu. W
powyższym posiedzeniu Zarządu wzięli udział: prezydent Wrocławia Bogdan
Zdrojewski (obecnie w rządzie PO), wiceprezydent: Andrzej Łoś (obecnie
marszałek województwa dolnośląskiego, PO) oraz członkowie Zarządu: Sławomir
Piechota (obecnie poseł PO) i Wiesław Kilian (były poseł PiS). W protokole
z posiedzenia brak informacji na temat przebiegu głosowania nad uchwałami. Powyższe
decyzje tylko pozornie były w zgodzie z prawem. Zarząd Miasta, powołując
Tomasza Strzeleckiego na stanowisko Pełnomocnika Prezydenta ds. Komputeryzacji,
powołał nie tylko osobę nieposiadającą odpowiedniego wykształcenia
informatycznego i żadnej praktyki w administracji samorządowej.
Uprawnienia przyznane Pełnomocnikowi przez Zarząd uniemożliwiały jakąkolwiek
kontrolę merytoryczną i finansową jego pracy. Decyzją
Zarządu Miasta „człowiek prezydenta” został wyłączony z obowiązującej w Polsce
ustawy o finansach publicznych. Dodatkowo, do kontrolowania działań
Pełnomocnika Prezydenta ds. Komputeryzacji Urzędu, Zarząd powołał fikcyjne
ciało pod nazwą Zespół Sterujący. Na przewodniczącego tego zespołu powołano
Andrzeja Jarocha (wiceprezydenta miasta z ramienia PiS). W Zespole Sterującym,
mającym za zadanie kontrolę komputeryzacji Urzędu, nie było żadnego
informatyka! Uchwałę Zarządu zaskarżył wówczas wojewoda dolnośląski. Jej
niezgodność z prawem, w tym naruszenie przepisów o samorządzie gminnym,
potwierdził późniejszy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Skutki
decyzji Zarządu, łatwe do przewidzenia, ujawnione zostały w protokole z
kontroli UM, przeprowadzonej na przełomie 2005/6 roku przez NIK i Regionalną
Izbę Obrachunkową: Zlecone przez władze miasta na zewnątrz za 2,8 mln zł
opracowania informatyczne nie znalazły w Urzędzie Miejskim praktycznego
zastosowania. Realna wartość wielu opracowań została zawyżona. Podpisywano
niekorzystne dla miasta umowy. Nie zapewniono właściwego nadzoru merytorycznego
przy odbiorze prac – odbierano jako prawidłowe zadania, które faktycznie nie
zostały wykonane. Stwierdzono nieprawidłowości w przetargach, omijanie prawa
oraz fałszowanie dokumentów. To
tylko część zarzutów pod adresem wrocławskich władz. Za
nieprawidłowości we wrocławskim Ratuszu, obok trzech ostatnich prezydentów
Wrocławia, powinni odpowiadać także: Sekretarz Miasta (kandydat PO na wojewodę
dolnośląskiego) – odpowiadający za informatyzację UM oraz wiceprezydenci
Wrocławia z ramienia PiS, który, w koalicji z PO faktycznie przez lata wspierał
rządzący Wrocławiem układ, zbudowany w większości przez ludzi z dawnej Unii
Demokratycznej. Czy nie jest to główny powód klęski PiS w ostatnich wyborach? Wyjaśnienia
wymaga brak reakcji radnych miejskich na powszechną wiedzę o nieprawidłowościach
w Ratuszu. Wyjaśnić należałoby także niechęć wrocławskiej Temidy do
kontrolowania Ratusza. Gdyby nie artykuły w „Opcji”, a także moje
interwencje w Prokuraturze Apelacyjnej, nie byłoby dzisiejszych działań
prokuratorskich (więcej informacji na ten temat w jednym z najbliższych
numerów „Opcji”). Prokuratura
Apelacyjna we Wrocławiu, w odpowiedzi na moje zapytanie, udzieliła mi
informacji o aktualnym stanie sprawy dotyczącej nieprawidłowości w wydatkach na informatyzację w Urzędzie Miejskim. Z
otrzymanego pisma wynika, że prowadzone jest postępowanie w sprawie
przekroczenia uprawnień oraz niedopełnienia obowiązków przez pracowników Urzędu
Miejskiego we Wrocławiu, poprzez zlecanie podmiotom zewnętrznym opracowań
informatycznych, które to działania mogły wyrządzić znaczną szkodę majątkową w
UM. W
dniu 12 października 2006 roku Zastępca Prokuratora Okręgowego we Wrocławiu
przedłożył Prokuratorowi Apelacyjnemu we Wrocławiu wniosek o przekazanie
postępowania przygotowanego przez Prokuratora Rejonowego dla Wrocławia – Stare
Miasto innej prokuraturze okręgowej, albowiem – jak wynikało ze zgromadzonego
materiału dowodowego – jedną z osób odpowiedzialnych za informatyzację Urzędu
Miejskiego we Wrocławiu był Pan Andrzej Jaroch – I Wiceprezydent Wrocławia,
pełniący równocześnie funkcję Przewodniczącego Zespołu Sterującego dla potrzeb
właściwego kierowania procesem tworzenia i wdrażania Kompleksowego Programu
Komputeryzacji Urzędu. Decyzją
Prokuratora Krajowego Zastępcy Prokuratora Generalnego z dnia 17 listopada
2006 roku akta postępowania Prokuratora Rejonowego dla Wrocławia – Stare Miasto
przekazano Prokuraturze Apelacyjnej w Poznaniu w celu wyznaczenia
podległej mu jednostki organizacyjnej prokuratury – jako właściwej – do
dalszego prowadzenia śledztwa. Obecnie postępowanie kontynuuje Prokuratura
Okręgowa Wydział Śledczy w Zielonej Górze. W
toku śledztwa prowadzonego w Prokuraturze Okręgowej w Zielonej Górze
powołano biegłego z dziedziny informatyki komputerowej, który wydać ma
kompleksową opinię do 30 listopada br. Po uzyskaniu opinii i jej analizie
zostanie podjęta decyzja co do dalszego biegu śledztwa. Jaka
będzie decyzja Prokuratury? Jaka będzie odpowiedź na pytanie: czy „kręcenie
lodów” na majątku publicznym ma być bezkarne? W
informatyzacji UM bez zmian. Dyr. Rafał Hanys, który w latach 2003-2006 wydał
około 40 mln, już nie pracuje w Urzędzie. Wysłany został „za karę” na
dyrektora ds. rozwoju w Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej z zadaniem: Analizowanie
możliwości i budowa miejskiego centrum outsourcingu IT dla administracji w
aglomeracji wrocławskiej. Spółka ta utworzona została przez władze
Wrocławia – na pensje wydano już około 2 mln. A
może celem powstania tej spółki jest uczestnictwo niektórych ludzi w podziale
pieniędzy z UE? Raj
dla „lodziarzy” Do
2013 r. planuje się przeznaczyć na informatyzację kraju 16 mld zł, w tym
5,5 mld z funduszy UE na rozwój tzw. społeczeństwa informacyjnego. Po raz
pierwszy tak ogromne pieniądze przeznacza się na informatyzację. Przez ostatnie
dwa lata pieniądze te były pod kontrolą PiS, co nie wszystkim się podobało. Nic
dziwnego, że jest wielu chętnych do „skonsumowania” tej kasy. Na
czerwcowej konferencji „Miasta w Internecie” przedstawiciele biznesu mówili np.
o powolnym wydawaniu pieniędzy. Krzysztof Król, obecnie dyrektor w Prokomie,
były poseł z KPN, pouczał: Brak w rządzie umiejętności zabrania się do
poważnego przedsięwzięcia informatycznego. Administracja rządowa jest maruderem
w wyścigu informatyzowania kraju, a rząd, zamiast ponownie wynajdować koło,
powinien uczyć się od biznesu. Na konferencji radzono samorządowcom: budujcie
własne sieci, powinniście mieć pieniądze dla ich wykonawców zewnętrznych,
twórzcie regionalne centra kompetencji i programy transferu wiedzy i dobrych
praktyk. Kamil Kurowski chwalił się: w miastach tzw. ściany wschodniej,
w walce z „wykluczeniem cyfrowym”, przeprowadziliśmy szkolenie dla 1000
rolniczek z zakresu korzystania z komputera i Internetu. Jak
widać, są sposoby na „skonsumowanie” każdej ilości pieniędzy. Ostrym
atakiem na PiS był przed wyborami artykuł Wiesława Walendziaka „W Polsce biznes
musi walczyć z władzą” (20 września w „Dzienniku”). Były członek PiS, od
września 2005 r. wiceprezes w Prokomie, żalił się, że: kilkudziesięciu prokuratorów
i kilkuset funkcjonariuszy rozmaitych służb specjalnych, w imię silnej Polski,
zajmuje się Ryszardem Krauzem i Grupą Prokom. W.W.
nie czuł strachu, gdy był przewodniczącym Sejmowej Komisji Skarbu i
Prywatyzacji (zastąpił go później Kazimierz Marcinkiewicz). A dzisiaj, jak
pisze w swoim artykule: przyglądając się wypowiedziom kilku znaczących
obecnie polityków, czuję strach o państwo, a nie lęk o swoją firmę. Według
W.W., ci politycy – a wielu z nich to jego byli koledzy z PiS – to „helpfull
idiots”, wykonujący czarną robotę dla zagranicznej konkurencji i przy okazji
uderzający w fundusze emerytalne i setki tysięcy indywidualnych akcjonariuszy.
Spełniają
się marzenia „lodziarzy”, m.in. Sawickiej: wygramy wybory, to dopiero
będziemy kręcić lody. Szefem MSWiA, ministerstwa odpowiedzialnego za
informatyzację kraju, został jej kolega z Dolnego Śląska, ministrem
Sprawiedliwości jest były doradca prezesa Prokomu i obrońca Henryka Stokłosy,
przewodniczący Sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych to znajomy
burmistrza Helu. Rozdziałem pieniędzy na tzw. rozwój społeczeństwa
informacyjnego w regionach zajmować się będą wojewodowie oraz marszałkowie
samorządowi z PO i PSL. Do
pełni szczęścia brakuje lodziarzom jeszcze zlikwidowania CBA. A to zadanie nowy
premier obiecał wykonać w pierwszej kolejności. Edward
Leszczyński |
| « poprzedni artykuł |
|---|
