Quantcast
M E N U
NEW WORLD ORDER
NIEZŁOMNI
ARTYŚCI
POLITYCY
DUCHOWNI
NAUKOWCY
DZIENNIKARZE
INNE OSOBY
III RP
POLEMIKI
HISTORIA
PAŃSTWA
DOKUMENTY
TRADYCJONALIZM
VARIA

O D W I E D Z I N Y
Wczorajsze433
Wszystkie445701
Pogoda dla lodziarzy Email

Edward Leszczyński, grudzień 2007
Dzięki Beacie Sawickiej przypomniane zostało określenie „kręcić lody”, oznaczające zarabianie dużych pieniędzy bez większego wysiłku. Beata Sawicka, w rozmowie z przedstawiającym się jako biznesmen agentem CBA, roztaczała perspektywę przyszłych interesów: biznes na służbie zdrowia będziemy robić, jeszcze trochę, wygramy wybory, to dopiero będziemy kręcić lody.


Przekorne są opinie jej kolegów partyjnych, mówiących o urojeniach nieszczęsnej kobiety zakochanej w agencie CBA, która, powołując się na znajomości w kierownictwie PO, obiecywała biznesmenowi „kręcenie lodów”. Posłanka mówiła to, o czym w Polsce wiedzą prawie wszyscy, a więc, że największe „lody” robi się na styku administracji publicznej z biznesem.

Istnieje też przekonanie, że jeżeli sprawcy działań szkodzących interesowi publicznemu złapani zostaną na gorącym uczynku, jest to korupcja i winni mogą być ukarani. Natomiast, gdy sprawców nie złapie się, lub, jak to dotąd bywało, nie chce się złapać, jest to bezkarne „kręcenie lodów”.


„Lodziarze” i ich pomocnicy

„Lodziarze”, jak sama nazwa wskazuje, to specjaliści od „kręcenia lodów”. Takim specjalistą nie może zostać byle kto. Beata Sawicka to była członkini Rady Krajowej PO, przedstawicielka tej partii w sejmowych komisjach administracji, spraw wewnętrznych oraz komisji kontroli państwowej. Mirosław Wądołowski to burmistrz Helu trzeciej kadencji i szef regionalnych struktur Partii Demokratycznej.

„Kręcenie lodów” nie jest zadaniem dla solistów, ale dla drużyny. „Lodziarze” korzystają z wielu pomocników, np. burmistrzowi Wądołowskiemu pomagać mieli niektórzy radni, a w nawiązaniu kontaktu z burmistrzem Helu pomagał Sawickiej Marek Biernacki. Szef MSWiA za AWS znał wcześniej burmistrza Helu.

 

„Lody państwowe”

Gdyby przed 2006 rokiem istniało CBA, inna byłaby opinia w raporcie Banku Światowego o korupcji w Polsce: praktycznie żaden państwowy system informatyczny nie był wykonany poprawnie, nie był w terminie, a kwoty płacone wykonawcy przez państwo wielokrotnie przekraczały ceny rynkowe.

Płacilibyśmy też mniejszy podatek korupcyjny. Według BŚ sprzed dwóch lat, koszty ponoszone przez obywateli z powodu korupcji w Polsce są porównywalne z ich dodatkowym opodatkowaniem w wysokości około 20% .

Niedługo ma się ukazać aneks do raportu o WSI, a w nim podane m.in. kulisy wielu państwowych informatyzacji. Poznamy nazwiska niektórych „lodziarzy” i ich pomocników.

 

Lody wrocławskie

Początek „kręcenia lodów” we wrocławskim Ratuszu wiąże się z dwoma uchwałami, jakie 10 kwietnia 2001 roku podjął Zarząd Miasta. Uchwałą Nr 417/01 zdecydowano o utworzeniu stanowiska Pełnomocnika Prezydenta ds. Komputeryzacji Urzędu (mimo istnienia w Urzędzie 35-osobowego Miejskiego Ośrodka Informatyki). Uchwałą Nr 418/01 zarekomendowano na to stanowisko Tomasza Strzeleckiego. Zdecydowano także o powołaniu Zespołu Sterującego ds. Kompleksowego Programu Komputeryzacji Urzędu.

W powyższym posiedzeniu Zarządu wzięli udział: prezydent Wrocławia Bogdan Zdrojewski (obecnie w rządzie PO), wiceprezydent: Andrzej Łoś (obecnie marszałek województwa dolnośląskiego, PO) oraz członkowie Zarządu: Sławomir Piechota (obecnie poseł PO) i Wiesław Kilian (były poseł PiS). W protokole z posiedzenia brak informacji na temat przebiegu głosowania nad uchwałami.

Powyższe decyzje tylko pozornie były w zgodzie z prawem. Zarząd Miasta, powołując Tomasza Strzeleckiego na stanowisko Pełnomocnika Prezydenta ds. Komputeryzacji, powołał nie tylko osobę nieposiadającą odpowiedniego wykształcenia informatycznego i żadnej praktyki w administracji samorządowej. Uprawnienia przyznane Pełnomocnikowi przez Zarząd uniemożliwiały jakąkolwiek kontrolę merytoryczną i finansową jego pracy.

Decyzją Zarządu Miasta „człowiek prezydenta” został wyłączony z obowiązującej w Polsce ustawy o finansach publicznych. Dodatkowo, do kontrolowania działań Pełnomocnika Prezydenta ds. Komputeryzacji Urzędu, Zarząd powołał fikcyjne ciało pod nazwą Zespół Sterujący. Na przewodniczącego tego zespołu powołano Andrzeja Jarocha (wiceprezydenta miasta z ramienia PiS). W Zespole Sterującym, mającym za zadanie kontrolę komputeryzacji Urzędu, nie było żadnego informatyka! Uchwałę Zarządu zaskarżył wówczas wojewoda dolnośląski. Jej niezgodność z prawem, w tym naruszenie przepisów o samorządzie gminnym, potwierdził późniejszy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Skutki decyzji Zarządu, łatwe do przewidzenia, ujawnione zostały w protokole z kontroli UM, przeprowadzonej na przełomie 2005/6 roku przez NIK i Regionalną Izbę Obrachunkową: Zlecone przez władze miasta na zewnątrz za 2,8 mln zł opracowania informatyczne nie znalazły w Urzędzie Miejskim praktycznego zastosowania. Realna wartość wielu opracowań została zawyżona. Podpisywano niekorzystne dla miasta umowy. Nie zapewniono właściwego nadzoru merytorycznego przy odbiorze prac – odbierano jako prawidłowe zadania, które faktycznie nie zostały wykonane. Stwierdzono nieprawidłowości w przetargach, omijanie prawa oraz fałszowanie dokumentów.

To tylko część zarzutów pod adresem wrocławskich władz.

Za nieprawidłowości we wrocławskim Ratuszu, obok trzech ostatnich prezydentów Wrocławia, powinni odpowiadać także: Sekretarz Miasta (kandydat PO na wojewodę dolnośląskiego) – odpowiadający za informatyzację UM oraz wiceprezydenci Wrocławia z ramienia PiS, który, w koalicji z PO faktycznie przez lata wspierał rządzący Wrocławiem układ, zbudowany w większości przez ludzi z dawnej Unii Demokratycznej. Czy nie jest to główny powód klęski PiS w ostatnich wyborach?

Wyjaśnienia wymaga brak reakcji radnych miejskich na powszechną wiedzę o nieprawidłowościach w Ratuszu. Wyjaśnić należałoby także niechęć wrocławskiej Temidy do kontrolowania Ratusza. Gdyby nie artykuły w „Opcji”, a także moje interwencje w Prokuraturze Apelacyjnej, nie byłoby dzisiejszych działań prokuratorskich (więcej informacji na ten temat w jednym z najbliższych numerów „Opcji”).

Prokuratura Apelacyjna we Wrocławiu, w odpowiedzi na moje zapytanie, udzieliła mi informacji o aktualnym stanie sprawy dotyczącej nieprawidłowości w wydatkach na informatyzację w Urzędzie Miejskim. Z otrzymanego pisma wynika, że prowadzone jest postępowanie w sprawie przekroczenia uprawnień oraz niedopełnienia obowiązków przez pracowników Urzędu Miejskiego we Wrocławiu, poprzez zlecanie podmiotom zewnętrznym opracowań informatycznych, które to działania mogły wyrządzić znaczną szkodę majątkową w UM.

W dniu 12 października 2006 roku Zastępca Prokuratora Okręgowego we Wrocławiu przedłożył Prokuratorowi Apelacyjnemu we Wrocławiu wniosek o przekazanie postępowania przygotowanego przez Prokuratora Rejonowego dla Wrocławia – Stare Miasto innej prokuraturze okręgowej, albowiem – jak wynikało ze zgromadzonego materiału dowodowego – jedną z osób odpowiedzialnych za informatyzację Urzędu Miejskiego we Wrocławiu był Pan Andrzej Jaroch – I Wiceprezydent Wrocławia, pełniący równocześnie funkcję Przewodniczącego Zespołu Sterującego dla potrzeb właściwego kierowania procesem tworzenia i wdrażania Kompleksowego Programu Komputeryzacji Urzędu.

Decyzją Prokuratora Krajowego Zastępcy Prokuratora Generalnego z dnia 17 listopada 2006 roku akta postępowania Prokuratora Rejonowego dla Wrocławia – Stare Miasto przekazano Prokuraturze Apelacyjnej w Poznaniu w celu wyznaczenia podległej mu jednostki organizacyjnej prokuratury – jako właściwej – do dalszego prowadzenia śledztwa. Obecnie postępowanie kontynuuje Prokuratura Okręgowa Wydział Śledczy w Zielonej Górze.

W toku śledztwa prowadzonego w Prokuraturze Okręgowej w Zielonej Górze powołano biegłego z dziedziny informatyki komputerowej, który wydać ma kompleksową opinię do 30 listopada br. Po uzyskaniu opinii i jej analizie zostanie podjęta decyzja co do dalszego biegu śledztwa.

Jaka będzie decyzja Prokuratury? Jaka będzie odpowiedź na pytanie: czy „kręcenie lodów” na majątku publicznym ma być bezkarne?

W informatyzacji UM bez zmian. Dyr. Rafał Hanys, który w latach 2003-2006 wydał około 40 mln, już nie pracuje w Urzędzie. Wysłany został „za karę” na dyrektora ds. rozwoju w Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej z zadaniem: Analizowanie możliwości i budowa miejskiego centrum outsourcingu IT dla administracji w aglomeracji wrocławskiej. Spółka ta utworzona została przez władze Wrocławia – na pensje wydano już około 2 mln.

A może celem powstania tej spółki jest uczestnictwo niektórych ludzi w podziale pieniędzy z UE?

 

Raj dla „lodziarzy”

Do 2013 r. planuje się przeznaczyć na informatyzację kraju 16 mld zł, w tym 5,5 mld z funduszy UE na rozwój tzw. społeczeństwa informacyjnego. Po raz pierwszy tak ogromne pieniądze przeznacza się na informatyzację. Przez ostatnie dwa lata pieniądze te były pod kontrolą PiS, co nie wszystkim się podobało. Nic dziwnego, że jest wielu chętnych do „skonsumowania” tej kasy.

Na czerwcowej konferencji „Miasta w Internecie” przedstawiciele biznesu mówili np. o powolnym wydawaniu pieniędzy. Krzysztof Król, obecnie dyrektor w Prokomie, były poseł z KPN, pouczał: Brak w rządzie umiejętności zabrania się do poważnego przedsięwzięcia informatycznego. Administracja rządowa jest maruderem w wyścigu informatyzowania kraju, a rząd, zamiast ponownie wynajdować koło, powinien uczyć się od biznesu. Na konferencji radzono samorządowcom: budujcie własne sieci, powinniście mieć pieniądze dla ich wykonawców zewnętrznych, twórzcie regionalne centra kompetencji i programy transferu wiedzy i dobrych praktyk. Kamil Kurowski chwalił się: w miastach tzw. ściany wschodniej, w walce z „wykluczeniem cyfrowym”, przeprowadziliśmy szkolenie dla 1000 rolniczek z zakresu korzystania z komputera i Internetu.

Jak widać, są sposoby na „skonsumowanie” każdej ilości pieniędzy.

Ostrym atakiem na PiS był przed wyborami artykuł Wiesława Walendziaka „W Polsce biznes musi walczyć z władzą” (20 września w „Dzienniku”). Były członek PiS, od września 2005 r. wiceprezes w Prokomie, żalił się, że: kilkudziesięciu prokuratorów i kilkuset funkcjonariuszy rozmaitych służb specjalnych, w imię silnej Polski, zajmuje się Ryszardem Krauzem i Grupą Prokom.

W.W. nie czuł strachu, gdy był przewodniczącym Sejmowej Komisji Skarbu i Prywatyzacji (zastąpił go później Kazimierz Marcinkiewicz). A dzisiaj, jak pisze w swoim artykule: przyglądając się wypowiedziom kilku znaczących obecnie polityków, czuję strach o państwo, a nie lęk o swoją firmę. Według W.W., ci politycy – a wielu z nich to jego byli koledzy z PiS – to „helpfull idiots”, wykonujący czarną robotę dla zagranicznej konkurencji i przy okazji uderzający w fundusze emerytalne i setki tysięcy indywidualnych akcjonariuszy.

Spełniają się marzenia „lodziarzy”, m.in. Sawickiej: wygramy wybory, to dopiero będziemy kręcić lody. Szefem MSWiA, ministerstwa odpowiedzialnego za informatyzację kraju, został jej kolega z Dolnego Śląska, ministrem Sprawiedliwości jest były doradca prezesa Prokomu i obrońca Henryka Stokłosy, przewodniczący Sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych to znajomy burmistrza Helu. Rozdziałem pieniędzy na tzw. rozwój społeczeństwa informacyjnego w regionach zajmować się będą wojewodowie oraz marszałkowie samorządowi z PO i PSL.

Do pełni szczęścia brakuje lodziarzom jeszcze zlikwidowania CBA. A to zadanie nowy premier obiecał wykonać w pierwszej kolejności.

Edward Leszczyński

 
« poprzedni artykuł