| Czy Kołakowski powinien być zbawiony? |
|
|
Nosiliśmy nagany w kieszeniach, przyjaźniliśmy się z bezpieką, takich nas było niewielu na uniwersytecie". W rocznicę urodzin prof. Kołakowskiego – historyka filozofii , warto przypomnieć pewien rys z jego biografii , o którym łatwo dziś chcieliby zapomnieć piewcy solenizanta, jak i zapewne on sam. W „Rzeczypospolitej” z 4-5 listopada 2006r. ukazał się artykuł
dr. Piotra Gontarczyka z IPN, pokazujący, że Kołakowski od połowy lat
60-tych ubiegłego wieku był obiektem obserwacji i szykan peerelowskiej
bezpieki. Jednakże próba przypomnienia przez autora, co jego bohater
robił wcześniej (a także, co myślał później), spotkała się z jego
zdecydowanym sprzeciwem, w formie listu skierowanego do „Rz”. Warto zauważyć, że
profesor Kołakowski mówił to nie w 1945 roku, co można byłoby jeszcze
podciągnąć pod wczesne ukąszenie jadem marksizmu. Mówił to w połowie
lat 60-tych, gdy oficjalnie był już „dysydentem”, szykanowanym przez SB. Riposta profesora była mocna: „Czy prawo zezwala, by bez wiedzy i zgody osoby inwigilowanej przez UB publikować w prasie ubeckie dokumenty z tej inwigilacji, w tym fragmenty przechwyconych przez bezpiekę listów czy podsłuchanych rozmów? Rzecz dotyczy osoby, która nie podlega lustracji (nie jest posłem ani ministrem, ani nikim w tym rodzaju), nie jest podejrzana o TW, ani nie ubiegała się o status pokrzywdzonego i dostęp do własnej teczki”. („Rz” z 18-19 listopada 2006 r.). Zauważmy, że pan „autorytet moralny” nie kwestionuje prawdziwości tych wypowiedzi, on tylko domaga się wprowadzenia cenzury, aby takie rzeczy nie mogły się ukazywać. Profesor miał znakomitą okazję, aby przed licznie zgromadzoną publicznością dokonać czegoś w rodzaju „rachunku sumienia”. Zamiast tego, zwracając się do młodych słuchaczy, powiedział: „Może wam się wydawać dziwne, że ja i moi koledzy tak siedzieliśmy w tej partii, zamiast z niej występować. Byliśmy przywiązani do tradycji socjalistycznych, poza tym ważne dla nas było, by w partii byli nie tylko aparatczycy, nie tylko te chamy rozmaite”. Z komunizmu nie zostało żadnego śladu, w jego miejsce pojawiła się za to „tradycja socjalistyczna” (może nawet jej niepodległościowy nurt? Czemu nie, gawiedzi można wszystko sprzedać, w dodatku tanio). W dodatku Kołakowski siedział w tym jakoby dla naszego dobra. Bo skoro w partii komunistycznej byli jacyś źli „aparatczycy”, czyli, mówiąc jego słowami „chamy rozmaite”, to on, intelektualista i inni tego pokroju towarzysze musieli dla nich stanowić równowagę. I jesteśmy prawie u sedna sprawy. Określenia „Chamy” i „Żydy” przyjęły się w opisach walk frakcyjnych w połowie lat 50-tych. Zamierzchła to historia, ale jej sens polega na tym, że byli wówczas „źli” i „dobrzy” komuniści. Ci źli to właśnie owe „chamy”, nawiązujące do demokracji (wprawdzie plebejskiej, ale zawsze), nacjonalizmu (ten straszny Kościuszko, ta okropna Konopnicka!). A ci dobrzy? To właśnie Kołakowski i jego towarzystwo. Zaliczyć do niego można przecież zmarłego niedawno koryfeusza marksizmu Adama Schaffa, zapiekłego wroga katolicyzmu i polskości (dyrektora Instytutu Nauk Społecznych przy KC PZPR, redaktora naczelnego „Myśli Filozoficznej”, później dyrektora Instytutu Filozofii i Socjologii (do 1968 r.), członka PAN), czy Tadeusza Krońskiego (też tego formatu filozofa), który kierował Katedrą Historii Filozofii Nowożytnej Uniwersytetu Warszawskiego. Tenże Kroński bez ogródek w 1948 roku zapowiadał: „My sowieckimi kolbami nauczymy ludzi w tym kraju myśleć racjonalnie, bez alienacji”. Jako ciekawostkę warto przytoczyć fakt, że funkcjonariusze SB w swych pracach operacyjnych nadali Kołakowskiemu pseudonim „Kołek”. A więc z nomenklatury zaliczyli go – zapewne niechcący – do kategorii „chamów”, bo chamskie to jest przezwisko. Może to właśnie ujawnienie tego kryptonimu tak bardzo rozwścieczyło światowej sławy historyka filozofii ? Kto wie, czasami małość ludzka objawia się w najbardziej niespodziewany sposób…. Co prawda, byłoby mu
bardziej przyjemnie, gdyby jego publiczny życiorys i niegdysiejsze
zasługi były pod większą kontrolą a na jego temat ukazywały się tylko
peany, w stylu Gaz Wyb jak choćby ten opublikowany z
okazji jego 75 rocznicy urodzin: „wybitny filozof i historyk filozofii,
znawca religii i teologii urodził się w 1927 r. w Radomiu, w rodzinie o
tradycjach socjalistycznych i antyklerykalnych”. („GW” z 23
października 2002 r.). Ale przecież czasy cenzury i myślowego
zamordyzmu miały odejść na zawsze! Czyżby prof. Kołakowski nie zdążył
się z tym dotychczas pogodzić? „Strzelano do nas. Strzelało się z obu stron. Ale nikogo nie zabiłem, nie korzystałem z pistoletu”. Nabita broń podobno raz w roku sama strzela. Może więc ofiary „utrwalania władzy ludowej” w Polsce po 1944 roku ginęły wyłącznie z takiej przyczyny ? Jeszcze jedno znaczące wyznanie Kołakowskiego: „W 1946 roku nie wierzyliśmy w prawdziwe referendum czy wybory. Ale był cel, który usprawiedliwiał. Myśmy nie uważali się za demokratów. Sądziliśmy, że społeczeństwo powinno być rządzone przez oświeconą elitę. (...) Masom trzeba podawać jakieś kłamstwa do wierzenia. Trudno”. Koniec cytatu.
Powyższe proszę traktować jako zdecydowaną obrazę wszystkich wyznawców tzw. autorytetów moralnych . Świadomie i z premedytacją. Różaniec i 75 urodziny
Pamietam kilka lat temu JP2 ogłasza nowe Tajemnice Różańca św.
Ukazuje się list apostolski o Różańcu. Wszyscy w Kościele traktuja to
jako coś ważnego. Wszyscy sobie zdajemy sprawę że to są jedne z
ostatnich aktywności "naszego" Papieża. Pamietam że czekało się na
każde nowe listy , dokumenty, adhortacje.. --- Michał Tyrpa
Szanowny Panie. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
