Quantcast
M E N U
NEW WORLD ORDER
NIEZŁOMNI
ARTYŚCI
POLITYCY
DUCHOWNI
NAUKOWCY
DZIENNIKARZE
INNE OSOBY
III RP
POLEMIKI
HISTORIA
PAŃSTWA
DOKUMENTY
TRADYCJONALIZM
VARIA

O D W I E D Z I N Y
Wczorajsze433
Wszystkie445701
Mundo Sovietici - albo rządy agentury Email

Piotr Skórzyński dla "Opcji na prawo", kwiecień 2007

Zdrada swoich wyborców przez Wałęsę była czymś bez precedensu w politycznej historii ludzkości. Nigdy jeszcze polityk wybrany na najwyższe stanowisko nie zaczął niemal natychmiast po jego objęciu realizować dokładnie odwrotnej polityki niż ta, którą obiecał.

Tę niesamowitą sytuację dobrze zilustrował Arkadiusz Gacparski, który narysował „cichego” wręczającego Wałęsie długą listę, ze słowami: „Mamy tu nazwiska wszystkich ekstremistów, którzy na pana głosowali, panie prezydencie”.

 

 

Dziś naturalnie wszyscy, którzy chcą wiedzieć, znają jego przeszłość. Według Krzysztofa Wyszkowskiego, Wałęsa został zwerbowany prawdopodobnie już przed Grudniem 1970 r. Czy mógł być jednym z prowokatorów strajków? Trzeba pamiętać, że kulisy ówczesnych wydarzeń, które obaliły Gomułkę, do dziś są niejasne. W wielu relacjach powtarza się zadziwiająca opowieść o tajemniczej kobiecie w drogim futrze, która w tych dniach podpalała zbiorniki i magazyny (tzw. dziewczynka z zapałkami). Po cóż zwykli ludzie mieliby wymyślać taką niestworzoną historię? Wiemy, że istniało aż pięć sztabów, które miały rozwiązać kryzys – wiemy też, że najważniejszym z nich dowodził adm. Janczyszyn, który musiał mieć stały kontakt z min. obrony Jaruzelskim. Wiemy, że ten ostatni to „Wolski”, najważniejszy agent Moskwy w Polsce. Jest zupełnie uzasadnione przypuszczenie, że powtórzono wtedy – z powodzeniem – nieudaną próbę wymiany kierownictwa, jaka została podjęta w Marcu 1968 r. Kontrargument, że ryzyko było nieopłacalnie duże, gdyż przecież strajki wymusiły poważne ustępstwa władzy, jest niecałkiem trafny: robotnicy Wybrzeża wówczas przegrali. Odwołanie podwyżek cen wymusił dopiero w lutym spontaniczny, desperacki strajk włókniarek, głuchych na wszelkie apele. Tam wzniesiony przez Wałęsę okrzyk „pomożemy!” – nie miał żadnych szans.

 

Dostępne są już relacje o tym, w jaki sposób Wałęsa został działaczem opozycji, a potem wodzem Związku; choć na razie wciąż jest to wiedza „nieoficjalna”. Wałęsa kiedyś nie wytrzymał swej roli i wyznał wszystko Gwiazdom i Walentynowicz; zgodził się też, by zostało to nagrane. Pani Ania, jak mi mówiono, oddała jednak taśmę Bogdanowi Borusewiczowi; ten zaś najwyraźniej uznał potem, że jej ujawnienie zwichnie jego karierę. Albo „zaszkodzi procesowi przemian”.

 

W „Tygodniku Solidarność” z 26 sierpnia 1994 r. znajdujemy relację działacza emigracyjnego, dawnego opozycjonisty Andrzeja Jarmakowskiego: W najbliższym otoczeniu Wałęsy typowano nieraz, kto może być agentem. Wachowski zawsze zajmował pierwsze miejsce na liście – również (o dziwo) u Wałęsy. Mimo to w znacznym stopniu decydował o wszystkich sprawach personalnych. Powołanie Prezydium KK po Zjeździe w 1981 r. wyglądało tak, że Wachowski napisał w samochodzie skład osobowy i dał go Wałęsie. Przeraziłem się, gdy zobaczyłem tę kartkę. Lech zgodził się na wszystko.

 

Gdy Wachowski mówił „nie” – to Wałęsa zmieniał decyzję. Przed publicznymi wystąpieniami Wachowski instruował Lecha, co ma mówić. I Wałęsa to mówił!

 

Przywódca śląskiego, największego Regionu „Solidarności”, Andrzej Rozpłochowski – po 13 grudnia jeden z 11 najważniejszych więźniów politycznych przetrzymywanych do października 1984 r. na Rakowieckiej – pisał po latach o kryzysie bydgoskim: Wałęsa, wbrew stanowisku głównych regionów, nie chciał dopuścić do zwołania posiedzenia Komisji Krajowej. (...) Rozmowy z nim nigdy nie zapomnę. Na mój wniosek, że trzeba natychmiast zwołać posiedzenie kierownictwa „Solidarności”, Wałęsa wrzasnął: – Co ty będziesz tam podskakiwał? Przyjadę na Śląsk i na stadionie w Chorzowie zrobię wiec. Ludzie postawią ci szubienicę, a mi tron, ciebie powieszą, a mnie będą wielbili.

 

Mimo zdumienia, błyskawicznie odpowiedziałem, że chyba nie wie co mówi, ale niech przyjeżdża, to zobaczymy co będzie. (Było paru świadków tej wymiany zdań).

 

W książce „Tajne dokumenty Biura Politycznego...” możemy przeczytać wypowiedź St. Kani na posiedzeniu Biura Politycznego 2.10.1980 r., który używa terminologii SB: Łącznik Wałęsy złożył w KW propozycję odwołania strajku pod warunkiem... 23 12 1980 dodaje otuchy towarzyszom: Nie wierzę w niebezpieczeństwo wyrzucenia Wałęsy. Przestrzega też przed przedobrzeniem w propagandzie: Nie hamować wszystkiego, co krytyczne w stosunku do Wałęsy.

 

17.01.1981 r. gen. Mirosław Milewski, mówiąc o zagrożeniach dla władzy bynajmniej nie traktuje go jak wroga: W rozmowie premiera z Wałęsą należałoby mu uświadomić te sprawy.

 

Za czasów rządów Jaruzelskiego Wałęsa nie uczestniczył w pochodach i wypowiadał się rzadko – a i wówczas „Wolna Europa” musiała to cenzurować, gdyż inaczej jego medialny „charyzmat” zostałby zagrożony. 1.11.1986 r. np., proszony o podanie planów politycznych, w wywiadzie dla „Spiegla” oświadczył: Tak czy owak, celem w sumie najważniejszym jest konstruktywna kolaboracja: prawdziwa i natychmiastowa. „Solidarność” to reformy; reszta była tylko powłoką.

 

Cudzoziemscy autorzy, opisujący spotkania z Wałęsą, mówią bez ogródek: to prymityw, który nic nie wie o świecie, a jego wyobrażenia o państwie i polityce to zadziwiające fantazje zatrącające o groteskę (Polecam zwłaszcza: Guy Sormana „Wyjść z socjalizmu” z 1991 r.).

 

W Polsce jednak okazał się – wobec bierności Kościoła – jedyną siłą zdolną przerwać dryfowanie Mazowieckiego (Przypomnijmy: pierwotny plan Salonu zakładał wolne wybory dopiero w 1993 r.). Jarosław Kaczyński, wysuwając jego kandydaturę do stanowiska prezydenta, nie wiedział jeszcze nic o „Bolku”. Jednak patrząc trzeźwo, wiedza ta niewiele by chyba zmieniła w sytuacji, gdy środowiska patriotyczne nie dysponowały żadnym narzędziem politycznym (poza poparciem kilku niezbyt liczących się politycznie biskupów i niezorganizowanymi odruchami oburzenia szeregowych członków „Solidarności”).

 

Po wyborze na prezydenta Wałęsa, jak udokumentowali to liczni dziennikarze, a przede wszystkim Inga Rosińska i Paweł Rabiej, otoczył się przy pomocy Wachowskiego szczelnym murem gdańskich esbeków – których wszechmocny minister (d. taksówkarz i sutener) urządzał na posadach w UOP. Wachowski był też głównym pośrednikiem między Belwederem a najważniejszymi bankowcami, wywodzącymi się często z kręgów SB lub Wojskowej Służby Informacyjnej. W prezydenckim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego znaleźli posady generałowie i pułkownicy czynni przy wprowadzaniu stanu wojennego.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »