Quantcast
M E N U
NEW WORLD ORDER
NIEZŁOMNI
ARTYŚCI
POLITYCY
DUCHOWNI
NAUKOWCY
DZIENNIKARZE
INNE OSOBY
III RP
POLEMIKI
HISTORIA
PAŃSTWA
DOKUMENTY
TRADYCJONALIZM
VARIA

O D W I E D Z I N Y
Wczorajsze433
Wszystkie445700
Wina Żakowskiego Email

Adam Czerski 26.09.2006

"Stoimy w obliczu medialnego zjawiska na granicy absurdu” – celnie scharakteryzował wrzawę wokół wykładu papieża Benedykta XVI na uniwersytecie w Ratyzbonie, były arcybiskup Paryża, kardynał Jean Marie Lustiger. Słowa te doskonale oddają nie tylko negatywną rolę, jaką odegrały środki masowego przekazu, przemilczając kontekst w jakim papież użył cytatu z XIV wiecznego cesarza bizantyjskiego, Manuela II Paleologa, ale także zachowanie niektórych komentatorów zachodnich, którzy wykorzystali tę okazję do ataku na swoich ideowych przeciwników. Należy do nich znany publicysta tygodnika "Polityka", Jacek Żakowski.

 


Błędne przedstawienie słów Papieża spowodowało radykalne reakcje w świecie islamskim. Nie pomogły zapewnienia o szacunku wobec wyznawców Mahometa. Agresywne manifestacje licytowały się na obraźliwe hasła wobec głowy Kościoła, płonęły dziesiątki kościołów oraz wizerunki przedstawiające Ojca Świętego, w Somalii zamordowano zakonnicę, w wielu krajach islamskich zaostrzyły się jeszcze – i tak już silne - represje wobec chrześcijan. Zjazd blisko tysiąca teologów muzułmańskich w Pakistanie zaapelował (do kogo?) o "usunięcie ze stanowiska papieża Benedykta XVI". Nawet słowa syna przywódcy Libii, Seif al-Islama Kadafiego, który bez ogródek powiedział: "Nie wzywam go, żeby przepraszał, ale wzywam go, by poznał prawdę, a potem został muzułmaninem", wydają się wyważone przy licznych groźbach, jakie organizacje islamistyczne skierowały pod adresem Benedykta. Cała sprawa nie jest łatwa do zrozumienia, ale chyba nietrudno się zorientować kto w całej sprawie wymaga obrony a czyje zachowanie godne jest potępienia. Czy aby na pewno łatwo to zrozumieć?

"Straty w świadomości Zachodu"

W swoim felietonie w "Gazecie Wyborczej", o wiele mówiącym tytule "Wina Benedykta", Jacek Żakowski popełnia serię przeinaczeń, które fałszują istotę sprawy. Już na wstępie z ofiary manipulacji dziennikarskiej czyni winnego, który w dodatku przeprasza za swoje słowa. Jest to nieprawda. Papież wyraził bowiem jedynie ubolewanie, czy też rozgoryczenie ("rammarico") z powodu zmanipulowania jego słów oraz zapewnił o swoim szacunku dla wyznawców Islamu. Pisze jednak dalej Żakowski: "Nie sądzę jednak, żeby chwilowe zbulwersowanie części muzułmanów było dla Zachodu największym problemem wywołanym przez słowa papieża. Trudniej będzie pewnie zniwelować straty, jakie słowa papieża spowodowały w świadomości Zachodu. Umacniają one bowiem przybierające na sile radykalne nurty walczącego chrześcijaństwa kwitnące w zderzeniu z radykalnymi nurtami islamu".

Po pierwsze, skąd Żakowski wie, że oburzenie muzułman jest chwilowe i dlaczego pomija milczeniem przejawy tego oburzenia – groźby, bezpardonowe ataki słowne i morderstwa – które mają w ocenie sprawy bardzo istotne znaczenie? Po drugie, autor nawet się nie zająka o tym, co naprawdę powiedział Benedykt, zbywając to jedynie formułką o istnieniu problemu "spowodowanego słowami papieża". Nie dowiadujemy się w końcu z tekstu, jakież to radykalne nurty chrześcijaństwa Żakowski ma na myśli. Przypomina wprawdzie inkwizycję, choć trudno powiedzieć w jakim celu. Wspomina o radykalnym protestatyzmie, choć zapomina dodać kiedy to protestanci palili meczety i prześladowali islamistów. W dodatku trudno znaleźć jakąkolwiek podstawę do tego, by, zwykle równie antypapiescy jak muzułmanie, protestanci mogli czerpać inspirację do swych domniemanych wystąpień antyarabskich ze słów głowy Kościoła. Realnej przemocy i realnym groźbom przeciwstawia przemoc i groźby wyimaginowane.

Historia wg Żakowskiego
Pisze dalej Żakowski: "Rok po śmierci Jana Pawła II okazuje się, że jego wizja chrześcijaństwa - której wyrazem były Asyż, ekspiacje Wielkiego Jubileuszu i międzykulturowa empatia - jest kwestionowana w głównym nurcie zachodniej chrześcijańskiej debaty". Zarzut, że Benedykt XVI kwestionuje wizję chrześcijaństwa swojego poprzednika, nie jest nawet wart komentarza. Rozumowanie zaś, że z przeprosin Jana Pawła II za jakiś okres w historii Kościoła wynika niemożność np. domagania się mówienia o innych faktach historycznych, bądź przytaczania historycznych dialogów w uniwersyteckim wykładzie, może budzić jedynie zdumienie.

Fragment ten pokazuje jednak, coś więcej, niż tylko rażący brak logiki w wywodzie Jacka Żakowskiego. Pokazuje mianowicie o co chodzi mu naprawdę. Bynajmniej nie o wytłumaczenie sprawy niezrozumienia papieskiego wykładu. Nie chodzi mu także o obronę wizji chrześcijaństwa Jana Pawła II, bo wcale nie na tym, o czym mówi Żakowski ona polegała. Publicysta "Polityki", po prostu wykorzystuje okazję, aby przypomnieć maluczkim, na czym polega chrześcijaństwo. Jego istotą jest – wedle wykładni redaktora Żakowskiego - dokonywanie kolejnych aktów ekspiacji oraz dążenie do „międzykulturowej empatii”. Wszystko to zaś dlatego, że "(...) to na chrześcijańskim Zachodzie rodziły się - zwłaszcza ostatnio - najbardziej zbrodnicze idee z nazizmem i komunizmem na czele. Historia - także najnowsza - pokazuje, że świat chrześcijański ma w sobie zbrodniczy potencjał, który przeczy jego moralnej wyższości nad innymi cywilizacjami".

I znowu stawia Żakowski ciężkie zarzuty, ale stroni od konkretów. Żerując na niewiedzy czytelników, chce im wmówić, że dwie pogańskie ideologie, narodowy socjalizm oraz komunizm, odpowiedzialne za wymordowanie milionów chrześcijan tylko dlatego, że nimi byli, inspirowały się tymże chrześcijaństwem. Chce nam powiedzieć, że tysiące zniszczonych cerkwi i kościołów, czy specjalne obozy koncentracyjne dla księży są dowodem na taką koicydencję ideową. Oczywiście, można by mu podpowiedzieć, Hitler jako niemowlę przyjął chrzest, ale czy to czegoś dowodzi? Tak ewidentne kłamstwa historyczne, w dodatku bagatelizujące śmierć milionów ludzi, nie pozwalają myśleć o tekście Żakowskiego, jako o niewinnej pomyłce.

Wyimaginowani radykałowie
Pisze w końcu autor o "gorszej twarzy chrześcijańskiej cywilizacji", którą jakoby wsparł papież Benedykt XVI swoją wypowiedzią (gdyby oczywiście powiedział, to co przypisuje mu publicysta "Polityki"). Jaka jest jednak jego zdaniem ta "gorsza twarz chrześcijaństwa"? Czy ma na myśli jakąś konkretną grupę? Ostrzeżenia autora brzmią pokrętnie a miejscami nawet zabawnie, ale trudno czegokolwiek się od Żakowskiego dowiedzieć, poza tym, że gdzieś istnieją jacyś "chrześcijańscy radykałowie", którzy słysząc słowa cytowane przez papieża, zabiorą miecze i udadzą się na kolejną wyprawę krzyżową, która będzie w przyszłości powodem kolejnej ekspiacji. Tylko gdzie oni są?

Gdyby Żakowski był stroną w tym konflikcie, można by złożyć nieścisłości w jego tekście na karb zwykłego zacietrzewienia wynikającego z braku dystansu do sprawy. Jest on jednak komentatorem, którego zadaniem jest wytłumaczyć na czym polega istota sprawy i jakie mogą być jej konsekwencje. Tekst Jacka Żakowskiego świetnie pokazuje, jak łatwo jest pokrętną logiką zmanipulować fakty i kolej zdarzeń, jak łatwo uczynić z ofiary winowajcę a z agresora niewinną, sponiewieraną owieczkę. Pokazuje także doskonale, jak przemoc używana przez mahometan jest usprawiedliwiana za pomocą mało realnych hipotez o możliwości użycia przemocy przez chrześcijan. Wszystko to w imię zwalczania chrześcijaństwa, które oparte jest na wierze a nie "międzykulturowej empatii". Brak jakiejkolwiek odpowiedzialności za słowo i swobodne traktowanie faktów przez czołowego polskiego dziennikarza trudno uznać za przypadek. W wyniku słabo maskowanej islamskiej agresji są prześladowani i zabijani ludzie, tymczasem autor, przeinaczając fakty, rozmywa winę radykalnych islamistów, próbując nas przekonać o winie papieża. Należy jedynie czekać, aż redaktor Żakowski w imieniu "mającego zbrodniczy potencjał chrześcijańskiego Zachodu" przeprosi islamskich ekstremistów za to, że kościoły stanowczo za wolno się palą.


Adam Czerski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »