Quantcast
M E N U
NEW WORLD ORDER
NIEZŁOMNI
ARTYŚCI
POLITYCY
DUCHOWNI
NAUKOWCY
DZIENNIKARZE
INNE OSOBY
III RP
POLEMIKI
HISTORIA
PAŃSTWA
DOKUMENTY
TRADYCJONALIZM
VARIA

O D W I E D Z I N Y
Wczorajsze408
Wszystkie443558
"Ketman" z ulicy Czerskiej Email
Piotr Jakucki 2 lipca 2008
Gdyby nie film "Trzej kumple" poruszający sprawę śmierci krakowskiego studenta Stanisława Pyjasa, Lesław Maleszka, tajny współpracownik SB o pseudonimie "Ketman", nadal byłby przykładnym pracownikiem "Gazety Wyborczej". A tak został zmuszony do odejścia.




Do tej pory dla ludzi z ulicy Czerskiej lustracja była bagnem, agenci - ofiarami, a informacje zawarte w archiwach SB - szambem. Co więc się stało, że dla Maleszki skończył się sezon ochronny? Odpowiedź jest prosta: przestał pasować do koncepcji Michnika totalnego utrącenia lustracji, dekomunizacji i odsądzania od czci i wiary prawicy niepodległościowej.
Nie jest tajemnicą fakt, że kierownictwo "Wyborczej" o agenturalności Maleszki wiedziało od 2001 r., a Adam Michnik - według Bronisława Wildsteina - jeszcze wcześniej: - Pamiętam, jak Adam Michnik zaprosił mnie w 1997 r. do swojej gazety. Wdaliśmy się w debatę o lustracji. I on nagle krzyczy: "to szkodliwe, bo okaże się, że tylko my jesteśmy winni. Okaże się, że to tylko Maleszka" - mówił w wywiadzie udzielonym "Dziennikowi". Było więc zrozumiałe, że gdy prawda wyszła na jaw, a Wildstein i jego koledzy z krakowskiego Studenckiego Komitetu Solidarności odcięli się od agenta i potępili go, środowisko "Gazety" wystąpiło w obronie "Ketmana". W "Tygodniku Powszechnym" Krzysztof Kozłowski i Witold Bereś zbierali podpisy pod listem w obronie Maleszki, ostatecznie zablokował go ksiądz Adam Boniecki. To była tylko jedna z inicjatyw. Dziś zmieniła się koniunktura i nawet "Wyborcza" musi pochwalić koniunkturalnie lustrację.
"Salon" i front obrony ubeków po raz pierwszy od wielu lat przeżywają ciężkie chwile. Wałęsę załatwiła książka, Maleszkę film. Wałęsa jest porażką historyczną. Przypadek Maleszki pokazuje wady środowiska "Gazety Wyborczej" - hipokryzję i koniunkturalizm.
Zastępca redaktora naczelnego, Jarosław Kurski mówi, że fakt, iż Maleszka pracował w "GW", gdy już wyszła na jaw jego bezpieczniacka przeszłość, był ze strony redakcji aktem chrześcijańskiego miłosierdzia. "Wyborcza" poczucie chrześcijańskiego miłosierdzia miała zresztą zawsze dość wysublimowane: było miłosierdzie wobec komunistycznych katów z UB czy SB, uznanie Jaruzelskiego i Kiszczaka za "ludzi honoru". A z drugiej: pacyfikowanie myśli niepodległościowej i oskarżanie prawicy o antysemityzm. Dla katów było miłosierdzie, dla walczących o sprawiedliwość i wolność - nienawiść i potępienie.
By jednak nie było zbyt różowo i by zbyt wielu z nas nie cieszyło się, że mamy zmiany, gdyż Maleszki nie ma już na Czerskiej, przyda się chłodny prysznic (taki jak kary dla zbrodniarzy z "Wujka" - absolutnie nieadekwatne do zbrodniczości czynu). Wiadomo, że agent może spać spokojnie. Co prawda będzie zeznawał przed prokuratorami IPN, ale nie będzie można mu postawić żadnych zarzutów, nawet jeśli udałoby się znaleźć dowody na współwinę. Według ustawy, IPN może to zrobić jedynie w odniesieniu do funkcjonariuszy peerelowskiego reżimu, a Maleszka takowym nie był. Był TW "Ketmanem", donosicielem. Również prokuratura będzie bezradna, gdyż pobicie ze skutkiem śmiertelnym uległo już przedawnieniu.
Ale jest jeszcze coś - pytanie o wiarygodność mediów. Nie jest wiarygodną gazeta, w której pracuje choć pół agenta, szczególnie jeżeli jest to gazeta, która przez wiele lat aspirowała do sprawowania w Polsce rządu dusz.
Sprawa Lesława Maleszki uświadamia nam, że powinno powrócić pytanie o rolę i wpływy agentów SB, a także Wojskowych Służb Informacyjnych w mediach. "Nasza Polska" od początku opowiadała się za pełną lustracją środowiska dziennikarskiego, gdyż nie do zaakceptowania dla nas była i jest sytuacja, gdy informacje serwują nam dziennikarze będący na smyczy oficerów prowadzących.
Lustracja dziennikarzy jest konieczna. Gdy jednak nadarzyła się taka możliwość za rządów PiS, to m.in. za sprawą "GW" wytworzono atmosferę jej potępienia, powstało wiele listów protestacyjnych tzw. autorytetów, poświadczających, że weryfikowanie przeszłości dziennikarzy mediów prywatnych to łamanie demokracji, a w końcu Trybunał Konstytucyjny uznał ustawę lustracyjną przygotowaną przez PiS za niezgodną z ustawą zasadniczą.
Do tej kwestii trzeba wrócić, gdyż wiedzy nie da się czerpać z kłamstw różnych Maleszków.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »