| Polska potrzebuje lustracji |
|
|
Młodzi historycy, którzy
ujawniają dawne tajemnice, nie działają powodowani nienawiścią ani potrzebą
zemsty. Oni lepiej zdają sobie sprawę z tego, o czym wielu z nas, członków
starszej generacji, stara się nie pamiętać: że wina nie znika - pisze w
"Fakcie" Petruska Sustrova, czeska publicystka i polityk.
Obserwuję ze zdumieniem, jak
krytykowani są ludzie, którzy zwracają uwagę na kompromitującą przeszłość
niektórych duchownych, tak w Polsce, jak i w Czechach. Tak jakby to oni -
odkrywcy i demaskatorzy podłych spraw, byli winni tego, że wielu ludziom nie
udało się wytrwać w swojej misji, że nie udało im się znieść pogróżek czy
oprzeć się pokusom. Niedawny skandal związany
z powołaniem i rezygnacją arcybiskupa Wielgusa odsłonił znacznie już
nadszarpniętą zasłonę, skrywającą nieszczęsny sekret: obłuda i nienawiść reżimu
komunistycznego nie ominęła również ludzi Kościoła. Nie chodzi teraz o to, by
obwieszczać tragedię. Skłamał przecież i niejeden z Apostołów Chrystusa.
Nie chodzi również o to, by lamentować nad zepsuciem świata. Komunistyczna
Służba Bezpieczeństwa znała wiele sposobów, jak dobrać się człowiekowi do skóry
i jak go zmusić do współpracy. I mierzyła oczywiście w postaci znaczące, szary
człowiek, który nie zajmował się niczym innym prócz zwykłej pracy i rodziny,
nie był dla esbeków interesujący. Nie mógł im dostarczyć żadnych informacji.
Nie mógł im powiedzieć nic, o czym by sami nie wiedzieli. Może się wydać dziwne, że dawne
kompromitacje wychodzą na światło dzienne dopiero teraz, po tylu latach
wolności. W rzeczywistości nie ma w tym nic osobliwego. Przypomnijmy sobie
powojenne Niemcy Zachodnie, gdzie proces denazyfikacji prowadziły wojska
okupacyjne zwycięskich aliantów, których celem nie było zubożenie Niemiec,
ale pomoc w wyzwoleniu się od zbrodniczej nazistowskiej ideologii. A
przecież - podobnie jak w naszych postkomunistycznych krajach -
zarówno społeczeństwo, jak i administracja państwowa były przeniknięte
wyznawcami starej ideologii. Po obaleniu reżimu nie można wymienić
społeczeństwa, nie jest też możliwa konsekwentna wymiana całej administracji
państwowej, szczególnie tam, gdzie zło było zakorzenione głęboko. Jednak w
Niemczech w latach 60. dorosła następna generacja i dzieci zaczęły pytać
rodziców: a co ty robiłeś w czasie wojny? Teraz w podobnej sytuacji
znajdują się nasze społeczeństwa. Młodzi historycy, którzy ujawniają dawne
tajemnice, nie działają powodowani nienawiścią ani potrzebą zemsty: większości
z nich nigdy nikt z dawnych agentów nie zaszkodził. Nie było to
możliwe, byli przecież na to zbyt mali. Ale oni lepiej zdają sobie sprawę
z tego, o czym wielu z nas, członków starszej generacji, stara się
nie pamiętać: że wina nie znika, nie przestaje istnieć, że trwa dalej mimo
upływu czasu i jak niewyleczona rana ropieje i zatruwa cały organizm. Komunizm opierał się nie tylko na
kłamstwie, nie tylko na przemocy. Próby przeprowadzenia lustracji, nazywane
często "wyrównaniem rachunków" zmierzały i zmierzają w pierwszej
kolejności do tego, by pozbyć się kłamstwa i obłudy. Na początku lat 90. w
Czechosłowacji, podobnie jak w Polsce, trwała dyskusja o lustracji, jednak jej
rezultat w obu krajach był inny. Pełniłam w tym czasie funkcję wiceministra
spraw wewnętrznych i bardzo dobrze pamiętam, z jakim trudem wyjaśnialiśmy,
że celem ustawy lustracyjnej nie jest zemsta, ale obrona naszego
bezpieczeństwa: funkcji państwowych nie może pełnić człowiek, którego można
szantażować jego własną przeszłością. Dzisiaj, po latach, zdałam sobie sprawę,
że mieliśmy jeszcze inny motyw: człowiek, który okłamywał swoich przyjaciół i
najbliższych, po prostu nie ma wystarczających podstaw moralnych, by móc
reprezentować wolnych obywateli dbając o ich interesy i zarządzając ich
finansami. Wtedy jednak staraliśmy się unikać kwestii moralności, aby nam nie
wytykano płonnego moralizatorstwa. Dziś posunęliśmy się dalej:
zarówno w Polsce, jak i w Czechach czujemy, że budowa wolnego społeczeństwa
obywatelskiego musi opierać się na mocnych fundamentach moralnych. Umiłowanie
ojczyzny ani potrzeba lub chęć zajęcia się sobą i swoją rodziną nie
wystarczają. Ludzie, którzy skłamali, powinni wyjawić swoją winę i wytłumaczyć
się - albo wycofać się z życia publicznego. Nie ma sensu ich karać,
każdy bowiem ma inną miarę męstwa i wytrzymałości. Nie można ich jednak
wychwalać ani dawać za wzór. Właściwie to wszystko jest dosyć proste: jeżeli
chcemy pogodzić się i poradzić sobie z przeszłością, musimy stawić jej
czoła również wtedy, gdy jest to bolesne. Znacznie ciężej jest przyznać, że
zawiedli nas niektórzy z tych, których darzymy szacunkiem... Petruąka Šustrová (60 l.), działaczka opozycji demokratycznej,
sygnatariuszka Karty 77, była wiceminister spraw wewnętrznych Czech |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
