| Lubelski debiut Żywej Cerkwi? |
|
|
tygodnik „Nasza Polska” · 2008-09-30 | www.michalkiewicz.pl Podczas niedawnej wizyty Benedykta XVI we Francji, tamtejszy prezydent Mikołaj Sarkozy zadeklarował praktykowanie tak zwanej „laickości pozytywnej”. Jak wiadomo, od czasów tak zwanej rewolucji francuskiej, kraj ten ogarnięty jest swoistą bigoterią „laickości”. Jest to rodzaj obsesji na tle nie tyle antyreligijnym, co na tle antychrzecijańskim, a antykatolickim w szczególności. Na tę psychiczną dolegliwość cierpią zwłaszcza członkowie masońskiej obediencji Wielkiego Wschodu Francji i nawet nie można wykluczyć, iż ta przypadłość stanowi jeden z warunków przyjecia do tej korupcyjnej i nepotystycznej tajnej organizacji. Obediencje masońskie, a zwłaszcza Wielki Wschód Francji wprawdzie utrzymują, jakoby uprawiały tzw. sztukę królewską, ale w dzisiejszych zepsutych czasach zdegenerowała się ona do umiejętności skrytego manipulowania wielkimi masami ludzkimi. Takim manipulacjom sprzyja niestety upowszechnienie edukacji. Sprawia ono, że edukacja musi zostać radykalnie spłycona, tak, żeby mógł się nią wylegitymować nawet najgłupszy. W rezultacie gwałtownie rośnie liczba półgłówków, uprzejmie nazywanych półinteligentami. Ci półinteligenci bywają niekiedy nawet inteligentni i spostrzegawczy – w każdym razie na tyle, by zdawać sobie sprawę z rozmiarów własnej ignorancji, ale jednocześnie ich największą troską staje się ukrycie tej właściwości. Najlepszym sposobem zapewnienia sobie bezpieczeństwa jest powtarzanie za tzw. autorytetami. Jak zauważył uczony socjolog Marek Migalski, najlepszym sposobem zyskania reputacji inteligenta i światowca jest dzisiaj w Polsce wychwalanie Platformy Obywatelskiej i premiera Tuska. A ponieważ skądinąd wiemy, iż nadymaniem PO i Donalda Tuska od dawna zajmuje sie razwiedka krajowa i zagraniczna, to lepiej możemy zrozumieć, za kim tak naprawdę powtarzają swoje credo półgłówkowie. Zresztą nie tylko w Polsce – bo jest tajemnicą poliszynela, że pepinierą Wielkiego Wschodu Francji są dwie instytucje Republiki Francuskiej – Deuxieme Bureau, czyli tamtejsza razwiedka i Quai d’Orsay, czyli tamtejsze ministerstwo spraw zagranicznych. Dopiero na tym tle możemy lepiej zrozumieć, czym jest tak zwana „laickość pozytywna”, którą Benedykta XVI uraczył prezydent Sarkozy – skądinąd – jak wiadomo – w czepku urodzony. Państwo – powiedział prezydent Sarkozy – będzie nawet popierało niektóre wyznania, o ile nie będą one objawiać „pretensji politycznych”. Co to konkretnie znaczy? Czy aby nie to, że nie będą pretendować ani do przywództwa moralnego, ani dążyc do uczynienia własnej etyki fundamentem systemu prawnego państwa. Że zgodzą się, by fundamentem systemu prawnego państwa była zasada demokratyczna, głosząca, iż dobre i słuszne jest to, za czym akurat opowiada się większość, a nawet – że im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja - oraz na status pozarządowych organizacji socjalno-charytatywnych. Wtedy „laickie” państwo może nawet wziąć je na swoje utrzymanie – jak rewolucyjna Francja wzięła na pensję księży, którzy złożyli przysięgę na wierność rewolucji. Ale nie tylko francuska razwiedka, penetrująca również środowisko tamtejszych adeptów „sztuki królewskiej” objawia ambicje uporządkowania odcinka wyznaniowego. Takie ambicje, nie tylko za komuny, ale i nadal pielęgnuje również razwiedka nadwiślańska. Jak wiadomo, jej celem jest utworzenie tak zwanej „Żywej Cerkwi”, która zastąpiłaby znienawidzony Kościół katolicki. „Żywa Cerkiew” utworzona została z inicjatywy Cze-Ki w Rosji sowieckiej. Po uwięzieniu lub wymordowaniu większości prawosławnych księży, sowiecka władza utworzyła hierarchię cerkiewną z własnych agentów, poprzebieranych w tym celu w duchowne sukienki. Ta „Żywa Cerkiew” chodziła już jak w zegarku i żadnych kłopotów sowieckiej władzy nie sprawiała. I oto w Lublinie, z inicjatywy JE abpa Józefa Życinskiego odbywa się Kongres Kultury Chrzescijańskiej, na którym, między innymi prelegentami, przewidziana jest obecność przodującej w pracy operacyjnej oraz wyszkoleniu bojowym i politycznym red. Moniki Olejnik, a także innej gwiazdy ukorzenionej w razwiedce stacji telewizyjnej TVN, mianowicie red. Katarzyny Kolendy-Zaleskiej. O rabinie nawet nie wspomnę, bo wiadomo, że bez rabina żaden chrześcijański kongres, niechby nawet tylko kulturalny, nie zostanie zatwierdzony. Od razu widać, że kiedy tylko zbladła tradycja PKWN, zarówno Historyk, jak i Filozof, starają się zaszczepić Lublinowi tradycję nową. Oczywiście nie od razu; „nie płoszmy ptaszka; niech mu się zdaje, że naszej partii siły nie staje”, więc na razie do grona prelegentów lubelskiego Kongresu nie jest zapraszany ani generał Czempinski, ani generał Dukaczewski. Nie jest to jednak żadna wada, bo po pierwsze – obydwaj są godnie reprezentowani, a po drugie – taka ostentacja nie tylko na tym etapie, ale w ogóle, nie jest przecież wcale konieczna. Stanisław Michalkiewicz www.michalkiewicz.pl |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
