| Gwiazdowie: poza układem... |
|
|
Krzysztof Wołodźko reklamuje na swoim blogu książkę "Poza Układem" przytaczając bardzo ciekawe fragmenty, 29.04.2008 Legendy opozycji antykomunistycznej Andrzej Gwiazda (wybrany wiceprzewodniczącym „Solidarności” w 1981 roku, więzień polityczny) oraz jego żona Joanna, przypominają o sobie tomem publicystyki z lat 1988-2006. Zbiór pod tytułem „Poza Układem” wyda w przeddzień tegorocznego Święta Pracy Magazyn „Obywatel”. Mógłbym napisać coś od siebie, ale myślę, że bardziej wartościowo będzie oddać głos wydawcy i autorom książki. We wstępie do książki, pióra Remigiusza Okraski, naczelnego OBYWATELA, czytamy: 30 lat temu, w końcowych dniach kwietnia 1978 r., w Trójmieście założono Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża (WZZ). Wśród ich twórców znaleźli się Andrzej Gwiazda (jeden z trzech sygnatariuszy deklaracji Komitetu Założycielskiego) i jego żona, Joanna. Co było dalej, to mniej więcej wiadomo. Przypomnijmy jednak, dla porządku, dwa fakty: 1. WZZ-y stały się fundamentem “Solidarności”, a ich działacze byli liderami słynnego strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r.; 2. Andrzej Gwiazda został 17 września 1980 r. wybrany wiceprzewodniczącym NSZZ “Solidarność” – pierwszej w PRL-u organizacji politycznej, niezależnej od władz komunistycznych. “Solidarność” jest jedną z najbardziej znanych na świecie polskich inicjatyw. W samym kraju odwołania do jej dziedzictwa i etosu są powszechne ponad wieloma podziałami politycznymi. Dawni liderzy Związku są powszechnie znani – wszyscy ci, którzy wciąż żyją i nie wycofali się z działalności publicznej. Z jednym wyjątkiem. Osoba ta żyje. Osoba ta po roku 1989 nie zaprzestała działalności publicznej. Osoba ta nie wyjechała z Polski. Osoba ta nie została skazana za żadne przestępstwo – wręcz przeciwnie, znana jest z krystalicznej uczciwości. Osoba ta nie “przeprasza za Solidarność”, jak uczynił jeden z dawnych liderów Związku, Zbigniew Bujak. Osoba ta nie głosi, że Polska padła ofiarą spisku żydowskiego, jak twierdzi inny z weteranów tego ruchu, Kazimierz Świtoń. Osobą tą jest Andrzej Gwiazda. W ostatnich latach co prawda pojawia się czasem w mediach. Zmiana sytuacji politycznej sprawiła, że spośród dawnych działaczy “Solidarności” przypomniano, a nawet uhonorowano tych, którzy po niemal dwóch dekadach “zapominania” byli znani głównie osobom o bardzo dobrej pamięci oraz garstce historyków. Nie zmienia to faktu, że były wiceprzewodniczący “Solidarności” oraz jego nieodłączna towarzyszka, także polityczna, czyli Joanna Gwiazda, przywoływani są głównie w charakterze wspominkowym. Ich opinie o losach “Solidarności” po 13 grudnia 1981 r., a także na temat zmian, jakie nastąpiły po roku 1989, nadal nie pojawiają się w masowym obiegu. (...) Nie chcę posługiwać się tanią demagogią i przekonywać, że dziś jest tak samo, jak “za komuny”. Nie w tym rzecz. WZZ-y są natomiast, po pierwsze, ponadczasową lekcją tego, jak powinno wyglądać autentyczne, twórcze, odważne ludzkie działanie na rzecz zmiany negatywnej sytuacji. Po drugie, pokazują one, że woli walki o swoje prawa nie należy tracić nawet w bardzo niekorzystnych warunkach. A po trzecie, mimo zupełnie innej sytuacji politycznej i gospodarczej, ich ogólne przesłanie jest wciąż aktualne – bo wciąż aktualne są takie problemy, jak łamanie praw pracowniczych, wyzysk ekonomiczny i wykluczenie społeczne, lekceważenie woli obywateli przez arogancką władzę i wyalienowane instytucje publiczne, a także pogarda różnych “oświeconych” wobec “szarego człowieka” i jego potrzeb. Z taką właśnie myślą oddajemy do Waszych rąk wybór publicystyki Joanny i Andrzeja Gwiazdów. Życzymy lektury nie tyle miłej, lecz przede wszystkim inspirującej. Bo przesłanie tej książki jest chyba jasne: jeśli chcemy, aby było lepiej niż jest, powinniśmy się zabrać nie za narzekanie, lecz za ciężką, niewdzięczną, ale konieczną pracę. Gwiazdowie piszą zaś w przedmowie skierowanej do czytelników: Trudno zachęcać do czytania własnych tekstów. Jak to robić? Zachwalać? Nie napiszemy też krytycznej analizy naszych artykułów i referatów. Od tego są inni. Tak się nam odruchowo napisało, ponieważ w normalnym życiu publicznym, krytyka publikacji jest normą. Polskie życie publiczne normalne chyba nie jest, ponieważ nikt z naszymi tekstami nigdy nie polemizował. Nie tylko pisaliśmy – nasze opinie przedstawialiśmy również na wielu publicznych spotkaniach w całej Polsce. Pomijając okres wcześniejszy, kiedy też wciąż coś pisaliśmy, od stycznia 1989 do 1997 roku wydawaliśmy w kilku tysiącach egzemplarzy miesięcznik “Poza Układem”. Nie było to duże pismo i nakład był niewielki, ale wychodziło długo i publikowało opinie tak odmienne od lansowanych przez popularne media, że powinno być zauważone. A nie było, chociaż w tym okresie działały już wolne i pluralistyczne media. Czasem udawało się opublikować coś w popularnych mediach. Działy się wtedy dziwne rzeczy. Opiszmy jeden przypadek. 18 stycznia 2005 r. napisaliśmy list do “Rzeczpospolitej”. Była to bezpośrednia polemika z listem naszych byłych kolegów z “Solidarności” i gazeta na prawach repliki nasz list też zamieściła, chociaż był wysoce niepoprawny. Zacytujmy jedno zdanie: “Jakim prawem Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk i Bogdan Lis twierdzą w naszym imieniu i w imieniu milionów ludzi, że chcemy ten Ubekistan nadal utrzymać i podziwiać jego bohaterów?”. Tego już nie można było puścić płazem. W telewizji odbyła się dyskusja na temat naszego listu, w której uczestniczyli obrażeni koledzy i ich sekundanci. Oczywiście nas nie zaproszono i “nieustraszeni pogromcy Gwiazdów” karcili nas, wpatrując się groźnym wzrokiem w kamerę. Było to naprawdę śmieszne. Nie tylko nam takie historie się zdarzały. Reżyser Grzegorz Braun zrobił film o Lechu Wałęsie pod tytułem “Plusy dodatnie, plusy ujemne”. Oczywiście filmu nie pokazała żadna stacja telewizyjna. Na szczęście reżyser miał prawa do filmu i nikt nie mógł mu zabronić pokazywania go publicznie. Film był prezentowany na Festiwalu Obywatela, na licznych pokazach organizowanych w całej Polsce i wreszcie trafił do Internetu. Wtedy do telewizji zaproszono reżysera i dyskutowano o filmie. Jedni byli za, drudzy przeciw. Wreszcie reżyser zdenerwował się: “O czym my mówimy, skoro telewizja nie zgodziła się tego filmu pokazać”. (...) Chcemy odkryć mechanizm pierestrojki, ujawnić rolę agentury i wpływy zewnętrzne, odtworzyć prawdziwą historię pierwszej “Solidarności”, ochronić ją przed manipulacją. Ciężka i trudna wojna, którą pierwsza “Solidarność” toczyła z systemem o przetrwanie, o niezależność i demokrację, wciąż przedstawiana jest w krzywym zwierciadle. Na obowiązującym obrazku “Solidarność” jest piękna i utopijna, jest to karnawał w atmosferze powszechnej zgody, zakłócanej przez ambicjonalne spory personalne przywódców. Przyczyną tego zniekształcenia historii jest uznanie drugiej “Solidarności” za depozytariusza pamięci o pierwszej. W 1989 r. straciliśmy nie tylko organizację, ale również prawo do jej historii. O tych dramatycznych czasach walki o przeszłość i o przyszłość Polski piszemy w naszych tekstach. Gdyby “Solidarność” przeszła do historii, można by jej historię odtworzyć, spierać się o interpretację, ale nie o fakty, a także zachować w pamięci i sięgać do niej jako do źródła inspiracji, tak jak do innych historycznych zdarzeń. Ale pierwsza “Solidarność” nie przegrała i nie wygrała, została przekształcona w drugą. Została rozbabrana, jak ujął to Gustaw Herling-Grudziński. Członkowie nie chcą wracać pamięcią do tamtych czasów, wyszli na frajerów, czują się oszukani, “Solidarność” kojarzy się z błędami III RP. To jest nasz największy problem, z którym nie możemy się uporać. Pewnie tak czuli się ludowcy, kiedy powstawał PSL Waldemara Pawlaka, socjaliści, kiedy PPS w 1948 r. jednoczył się z PPR, aby stworzyć PZPR. Członkowie AK, kiedy zaproponowano im udział w ZBOWiD, znaleźli się w jednej organizacji ze swoimi prześladowcami. Tworzenie atrap, zawłaszczanie historii i tradycji, system komunistyczny opanował do perfekcji. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy blogerzy, szczególnie z młodszego pokolenia, wiedzą coś więcej o Andrzeju i Joannie Gwizdach, dlatego zamieszczam poniżej ich krótkie biogramy: Joanna Duda-Gwiazda – inżynier okrętowiec, działaczka Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża (1978) i pierwszej „Solidarności” (członek prezydium MKS-MKZ, Zarządu Regionu), w stanie wojennym internowana, niezależna dziennikarka i publicystka („Robotnik Wybrzeża”, „Skorpion”, „Poza Układem”). Od początku do dziś konsekwentnie w opozycji do metod i polityki firmowanej przez Lecha Wałęsę i jego następców. Żona Andrzeja Gwiazdy. Stała współpracownica „Obywatela”. Andrzej Gwiazda (ur. 1935) – ukończył Politechnikę w Gdańsku, tam pracował, po Marcu ’68 usunięty z uczelni. Wraz z żoną Joanną Dudą-Gwiazdą zaangażował się we współpracę z Komitetem Obrony Robotników, był redaktorem „Robotnika Wybrzeża” i współzałożycielem Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. W Sierpniu ’80 członek prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, jeden z autorów postulatów gdańskich. Następnie wiceprzewodniczący KKP „Solidarności” przez okres 16 miesięcy do stanu wojennego. Popadł w konflikt z L. Wałęsą, zarzucając mu autokratyzm i nadmierną ugodowość wobec władz komunistycznych. Na I Zjeździe „Solidarności” jesienią 1981 r. kandydował bez powodzenia na stanowisko szefa związku. W stanie wojennym internowany, oskarżony w słynnej sprawie tzw. jedenastki. Kilka lat więziony w ciężkich warunkach. Po wyjściu z więzienia izolowany przez Wałęsę i jego zwolenników. Bardzo krytyczny wobec „okrągłego stołu” i jego następstw. W 1991 r. startował w wyborach parlamentarnych z ugrupowaniem Poza Układem (razem z Anną Walentynowicz) – bez powodzenia. Przez kilka lat redaktor pisma „Poza Układem”. W drugiej połowie lat 90. zawiesił czynną działalność polityczną. W 2000 r. otrzymał tytuł honorowego obywatela miasta Gdańska jako sygnatariusz porozumień sierpniowych. W maju 2006 r. uhonorowany najwyższym polskim odznaczeniem państwowym – Orderem Orła Białego. Miłośnik gór. |
| « poprzedni artykuł |
|---|
